Wczoraj minęło pięć lat od czasu ustanowienia przez indeks Nasdaq Composite historycznego maksimum na poziomie 5048,62 pkt (obecnie indeks oscyluje między 2000 i 2100 pkt). 10 marca 2000 roku uznawany jest jednocześnie za datę pęknięcia tzw. internetowej bańki i początek bessy, która zagościła na giełdach na dobrych kilkanaście miesięcy. Jeśli na elektronicznym rynku Nasdaq obchodzono wczoraj jakąś rocznicę, to raczej w smutnych nastrojach. Akcje spółek high-tech wyraźnie taniały. I trudno powiedzieć, czy do wyprzedaży akcji skłoniły inwestorów bieżące wydarzenia (oczekiwano, że po sesji kiepską prognozę przedstawi Intel) czy refleksje. A do takich skłoniły z pewnością różnego rodzaju raporty opracowane przy okazji rocznicy. Jeden z nich wskazywał np. na fakt, że spośród 100 spółek wchodzących w 2000 r. w skład indeksu Nasdaq 100 aż 5 zbankrutowało, a wartość rynkowa kolejnych piętnastu spadła od tego czasu aż o 90%.
Jeśli chodzi o wydarzenia gospodarcze, to z pewnością czynnikiem, który spowodował, że dość dobrze zachowywały się wczoraj akcje największych amerykańskich spółek był spadek cen ropy, który przyczynił się do zniżki rentowności obligacji skarbowych. Niepokój mógł wzbudzić wzrost liczby nowych bezrobotnych w minionym tygodniu, natomiast optymistyczniej wyglądała informacja o wzroście zapasów hurtowych w styczniu, o 1,1%, podczas gdy spodziewano się zwyżki o 0,6%. Brakło istotnych informacji z samych spółek, które mogłyby istotnie wpływać na kursy akcji. Do godz. 22.00 naszego czasu średnia przemysłowa Dow Jones wzrosła o 0,31%, a Nasdaq Composite stracił 0,25%.
Indeksy europejskie dość wyraźnie spadły. W przeciwieństwie do graczy zza Atlantyku, inwestorzy z naszego kontynentu otrzymali sporą dawkę informacji ze spółek, które publikowały raporty finansowe. Ich wydźwięk był raczej negatywny, a wśród firm, które najbardziej popsuły nastroje na giełdach był niemiecki koncern energetyczne E.ON czy francuska sieć handlu detalicznego Carrefour. Obie firmy przedstawiły wyniki gorsze od prognoz.