Piątkowej sesji byki nie będą dobrze wspominać. Ponad 1,5-proc. spadek indeksu dużych spółek plus fatalne nastroje, a to wszystko okraszone złą sytuacją techniczną na wykresach WIG20. Nie ma się z czego cieszyć.

Spójrzmy na wykres dzienny. Wczorajsza czarna świeca potwierdza czwartkowe lokalne harami - tym samym możemy mówić o zakończeniu korekty i nowym sygnale sprzedaży. Jeżeli do tego dołożymy sygnały sprzedaży, jakie od tygodnia utrzymują się na podstawowych wskaźnikach, to trudno oczekiwać czegoś innego jak spadków w najbliższych dniach.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia na wykresie tygodniowym. Utworzony czarny korpus stanowi potwierdzenie zeszłotygodniowej zasłony ciemnej chmury. A to oznacza, że mamy kompletną świecową formację odwrócenia trendu. Jeżeli połączymy ją z kilkumiesięcznymi negatywnymi dywergencjami na RSI, MACD czy ROC, to szanse na zmianę trendu są coraz większe. Do pełnego obrazu brakuje już tylko sygnałów sprzedaży wygenerowanych przez wskaźniki oraz przełamania grudniowego szczytu (1960 pkt). Wówczas będzie można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że po latach hossy na rynek zawitała bessa.

Po raz kolejny okazało się, że kontrariańska interpretacja Wigometru okazała się słuszna. Ponad 50% odsetek pesymistów lub optymistów z reguły oznacza, że w przyszłym tygodniu "grany" będzie każdy scenariusz, tylko nie taki, jaki wynika z tego wskaźnika. Przed tygodniem 52% uczestników ankiety oczekiwało spadku i oczekiwania te zostały spełnione tylko częściowo. Co prawda WIG20 kończy tydzień na minusie, ale do "wygranej" podaż potrzebowała spadku poniżej 1998 pkt.

Ostatni odczyt również nie daje szans niedźwiedziom. Wśród ankietowanych zaledwie 9% oczekuje wzrostu, podczas gdy aż 68% (!!!) spadku wartości indeksu WIG20 na koniec przyszłego tygodnia. Tak dużej dysproporcji chyba jeszcze nie było w historii tego wskaźnika. Nie pozostawia ona jednak złudzeń, że szanse na spadki są małe.