W dość nerwowej atmosferze przebiegła pierwsza połowa piątkowych sesji na amerykańskich giełdach. Akcje zachowywały się jak na huśtawce, ponieważ inwestorzy otrzymali "zestaw" informacji w różny sposób wpływających na decyzje inwestycyjne. Sesje rozpoczęły się od wzrostu cen akcji. Impuls dał jeszcze w czwartek po zakończeniu notowań na Wall Street - czołowy koncern branży nowoczesnych technologii - Intel. Największy światowy producent mikroprocesorów, wbrew oczekiwaniom, podniósł prognozę sprzedaży w bieżącym kwartale, nawet do 9,4 mld USD (rynek oczekiwał 9,14 mld USD). Dodatkowo branży high-tech sprzyjała też rekomendacja "kupuj" wystawiona spółce Qualcomm przez analityków UBS, a ogólnie, całemu rynkowi, fakt, że podczas piątkowych sesji taniała ropa.
Później jednak nastroje się pogorszyły. Spowodowała to publikacja raportu na temat deficytu handlowego w styczniu, który znów wzrósł do 58,3 mld USD i znalazł się blisko rekordowego poziomu zanotowanego w listopadzie ub.r. Takie dane zwiększają obawy przed wzrostem inflacji i podwyżką stóp procentowych. Dlatego do godz. 22.00 naszego czasu indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 0,60%, a technologiczny Nasdaq Composite stracił 0,78%.
W Europie indeksy zakończyły ostatnie sesje tygodnia na niewielkim plusie, choć pod koniec dnia zaczęły nieco spadać na wieść o wyższym deficycie w USA. W górę poszły przede wszystkim spółki technologiczne, "ciągnięte" przez Intela, czyli tacy potentaci w produkcji półprzewodników, jak niemiecki Infineon Technologies czy francuski STMicroelectronics. Ale te firmy mają akurat co odrabiać. W ubiegłym roku to właśnie spółki z tego sektora zachowywały się najgorzej spośród wszystkich firm. Ich notowania spadły średnio o 1,7%, podczas gdy walory spółek z wszystkich innych sektorów drożały. Wskaźnik FT-SE 100, mierzący koniunkturę na giełdzie londyńskiej, zakończył piątkową sesję zwyżką o 0,4%. Frankfurcki DAX wzrósł o 0,53%, a paryski CAC-40 zyskał 0,27%.