Taka decyzja w praktyce oznacza, że Wolfowitz może już rozpocząć przygotowania do przeprowadzki do nowego gabinetu. Bo choć decyzję amerykańskich władz (wczoraj oficjalnie potwierdził ją prezydent George W. Bush) muszą jeszcze zaakceptować wszystkie kraje członkowskie Banku Światowego, to będzie to tylko formalność. Utarło się bowiem, że Amerykanie wyznaczają swojego przedstawiciela do BŚ, podczas gdy Europejczycy nominują szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Obie instytucje działają od 50 lat i mają siedziby w Waszyngtonie.
Obecny prezes BŚ James Wolfensohn w styczniu zapowiedział, że odejdzie ze stanowiska z końcem kadencji, która upływa w maju. Piastował je od dziesięciu lat.
Według analityków, nominując Wolfowitza (znanego m.in. ze zdecydowanego poparcia dla amerykańskiej interwencji w Iraku) na jego następcę, administracja Busha może chcieć, żeby BŚ powrócił do korzeni, czyli finansowania wielkich przedsięwzięć infrastrukturalnych, i skończył z rozdawnictwem nieoprocentowanych pożyczek. Celem statutowym waszyngtońskiej organizacji jest walka z ubóstwem na świecie i podnoszenie warunków życia ludności w regionach rozwijających się.
Wśród kandydatów do fotela prezesa BŚ oprócz Wolfowitza byli jeszcze była szefowa HP Carly Fiorina i Randall Tobias, odpowiadający w administracji Busha za politykę w sprawach AIDS.
Bloomberg