Nieskromnie przypomnę, że patrząc na analogię zaskoczenia rynku danymi o inflacji za styczeń i luty nie oczekiwałem powtórki z lutowego 150-pkt byczego rajdu i umocnienia złotego, a czegoś wręcz odwrotnego. Ostatnie dwie sesje potwierdziły, że to samo wydarzenie (niższa od oczekiwań inflacja) przy obecnym otoczeniu (zbyt niska premia za ryzyko w wyniku wzrostu rentowności amerykańskich obligacji oraz zbyt szybka perspektywa jej zniwelowania) powoduje odwrotną niż w lutym reakcję, czyli mocny spadek indeksów i osłabienie złotego. Przypominam to dlatego, że właśnie to było głównym powodem wczorajszych spadków.
Oczywiście, gdyby fundusze broniły rynku, to podaż nie byłaby tak agresywna. Ale korekta po fatalnym otwarciu dotknęła tylko luki bessy, a popołudniowe odreagowanie nie przekroczyło nawet 10 pkt. Nie było nawet żadnych "zleceń obronnych", które pokazywałyby determinację funduszy do zatrzymania wyprzedaży. Spadek był dość swobodny, a prawie 1 mld obrotów potwierdza przewagę niedźwiedzi.
Ten ostatni argument przemawia za tym, że raczej nie będzie powtórki sprzed dwóch tygodni. Bardzo podobnie wtedy wyglądała środowa sesja (2 marca). Otwarcie mieliśmy od razu na sporych minusach i systematyczne osuwanie doprowadziło do jeszcze mocniejszej niż wczoraj przeceny. Różnica polega na tym, że wtedy obroty były niższe od czterech poprzednich sesji. Teraz to obroty na czterech poprzednich sesjach są nawet o połowę mniejsze. Oczywiście, 6-proc. spadek BUX, analogiczny ruch czeskiego PX50 i fatalne nastroje, jakie zagościły na parkietach, noszą już znamiona "wyprzedania" i o odreagowanie nawet jeszcze w tym tygodniu będzie bardzo łatwo. Wygląda jednak na to, że fala spadkowa nie została jeszcze zakończona i z tego założenia można rezygnować dopiero po zamknięciu wczorajszych luk bessy.