Wynikiem lutowym specjaliści nie są jednak zaskoczeni, choć dane okazały się nieco słabsze od prognoz. - Wiadomo było, że wzrost będzie marny - mówi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK. Dlaczego? - Bo przed rokiem dynamika była bardzo wysoka - wyjaśnia. W lutym 2004 r. produkcja wzrosła o 18,3% rok do roku.
Nieco bardziej pesymistycznie sytuację ocenia Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Banku. - Dane o produkcji wpisują się w ogólny obraz słabnącej gospodarki. Mogą być sygnałem osłabienia eksportu - mówi specjalista. W styczniu - jak wynika z wyliczeń GUS - eksport liczony w euro był jeszcze o 32% większy niż przed rokiem.
Najgorsze mamy przed sobą. - W najbliższych miesiącach spodziewamy się spadku produkcji. Dynamika za marzec i kwiecień będzie liczona w odniesieniu do ubiegłorocznej gorączki przedakcesyjnej - przypomina P. Bujak. W marcu 2004 r. był wzrost o 23,5%, a w kwietniu o 21,8%. - Potem sytuacja powinna wrócić do normy, a dynamika ustabilizować się w drugim półroczu na poziomie ok. 10% - dodaje.
Według ekonomistów, kiepskie dane z przemysłu powinny zaowocować dalszym spowolnieniem PKB. W IV kwartale ub.r. dynamika spadła do 3,9%. - W I kwartale spodziewam się wzrostu gospodarczego na poziomie ok. 3% - mówi A. Krześniak. Zwraca jednak uwagę na poważne ryzyko - Nagle może zabraknąć czynnika napędzającego gospodarkę. Jeżeli popyt konsumpcyjny nadal będzie słaby, przedsiębiorstwa mogą odłożyć inwestycje. Jeżeli jednocześnie zwolni eksport, będziemy mieć problem - przestrzega. Dane o inwestycjach w IV kwartale ub.r. były optymistyczne, chociaż wzrost o 7,2% rok do roku jest - w ocenie ekonomistów - ciągle za mały, aby zapewnić spadek bezrobocia.
Dobre informacje płyną natomiast z budownictwa. W lutym produkcja w tym sektorze była o 13,3% większa niż przed rokiem. Wzrost był jednak mniejszy niż w styczniu (18,5%).