Emocje w pracy przeszkadzają. Przynajmniej tak twierdzi większość. Kiedy nie panujemy nad emocjami istnieje ryzyko, że zranimy innych, a takie rany bywają nieodwracalne. Ząb za ząb, oko za oko, a sytuacja szybko tak się zagęści, że kwestie merytoryczne nie znajdą swojego miejsca. Oto historia, która zaprzecza tejże teorii.
Kiedy kandydat przychodzi do mnie na interview jest bardzo opanowany, ukrywa stres, wytwarza dobrą atmosferę przez wymuszony uśmiech. Dobiera słowa, aby wyrazić swoje myśli w sposób najbardziej wierny do obrazu osoby, jaką chce być przeze mnie postrzegany. Monotonnym tonem opowiada o swojej historii zawodowej. A ja już się wyłączam. Kiwam głową, patrzę na niego, ale nie słucham jego słów, rozszyfrowuję jego body language.
Mój kandydat chce uderzyć w stół, aby puentować swoją wypowiedź, ale zatrzymuje pięść nad stołem i mówi:
- To jest najważniejsze.
- Co jest najważniejsze?