W minionym tygodniu znów wzrosły notowania na rynku surowcowo-towarowym, ale na razie zwyżka wyraźnie wyhamowała. Indeks CRB Futures, mierzący ceny kontraktów na 17 najpopularniejszych towarów z giełd za Atlantykiem, wzrósł tylko o 0,2%, podczas gdy w poprzednich trzech tygodniach za każdym razem wspinał się o 3 i więcej procent. Niemniej jednak kolejny krok w stronę historycznego, liczącego już blisko 25 lat maksimum, został zrobiony. W środę, kiedy indeks osiągnął 322,4 pkt, do rekordu z listopada 1980 r. brakowało już niewiele ponad 15 pkt, czyli zaledwie 5%.
O ubiegłotygodniowej zwyżce indeksu przesądził spory, ponad 5-proc. wzrost cen ropy naftowej i innych nośników energii. W innych grupach towarów ceny bowiem spadały o 1%-2%, a w najlepszym wypadku oscylowały wokół wartości notowanych przed tygodniem.
Wczoraj na początku notowań w Nowym Jorku znów padł rekord - już tylko 5 centów zabrakło, by za baryłkę ropy arabskiej płacono 57 dolarów. Wysokie ceny surowca wynikają głównie z obaw, że państwa skupione w OPEC nie będą w stanie zapewnić dostaw pokrywających rosnący popyt i nastąpi dalszy spadek zapasów. W minionym tygodniu ropa podrożała jednak "tylko" o 4,2%, natomiast ceny gazu ziemnego poszły w górę o ponad 7%. Zwyżkę tłumaczono rosnącym zapotrzebowaniem na gaz jako na paliwo opałowe, a jest to efekt utrzymującej się niekorzystnej sytuacji pogodowej - temperatury w północnych stanach USA wciąż wyraźnie poniżej średnich z lat poprzednich. Wczoraj po najnowszym, optymistycznym komunikacie meteorologów ceny gazu jednak nieznacznie zaczęły spadać. Za 1 milion bbtu (brytyjskich jednostek cieplnych) płacono 7,23 USD.