Spotkanie ministrów finansów krajów Unii Europejskiej nie skończyło się zmianą podstawowych warunków Paktu Stabilizacji i Rozwoju (w tym też progów fiskalnych, czyli 3% PKB dla deficytu i 60% dla długu publicznego). EcoFin jednak nie mógł pozostać obojętny wobec takich krajów, jak Niemcy i Francja, które przez trzy kolejne lata przekroczyły dopuszczalne kryteria (w Niemczech deficyt wyniósł 3,8%, a we Francji 4,2% PKB w 2004 r.). Trudno jednak było się spodziewać, żeby akurat tym krajom stała się z tego powodu znaczna krzywda, więc postanowiono przygotować "listę wyjątków", których spełnienie wstrzymywało będzie tzw. procedurę nadmiernego deficytu. I tak, Francuzi dostali klauzulę o "wspieraniu międzynarodowej solidarności", a Niemcy - "wspieraniu celów polityki europejskiej, w szczególności zjednoczenia Europy". Gwoli uczciwości, nie można zapominać, że krajom, które przeprowadziły reformę emerytalną (a więc także Polsce) przyznano 5-letni okres karencji, podczas którego koszty tych reform nie będą uwzględniane przy sprawdzaniu, czy kraje spełniają kryterium deficytu.

Zastanawiające jest, dlaczego tak nieustępliwie traktowano polskie wliczanie funduszy emerytalnych do sektora finansów publicznych (doskonale zdając sobie sprawę, że podobne reformy czekają wszystkie kraje UE), a jednocześnie ze spokojem przyjęto tłumaczenie Niemiec, że koszty odbudowy wschodnich landów są czymś wyjątkowym i na takie traktowanie zasługują. Owszem, to Niemcy, a nie Polska są płatnikiem netto do unijnej kasy i w gruncie rzeczy od ich szczodrości (lub jej braku) w dużej mierze zależą np. fundusze strukturalne, jednak zjednoczenie Niemiec dokonało się już 15 lat temu, a sytuacja w byłej NRD nie wygląda wcale tak źle... Przynajmniej w porównaniu z sytuacją w niektórych krajach, które w zeszłym roku przystąpiły do UE.

Nie chcę tutaj, oczywiście, krytykować naszych zachodnich sąsiadów za dbanie o własny interes - przecież procedura nadmiernego deficytu może zakończyć się dla objętego nią kraju karami finansowymi. Chodzi jednak o to, że jeśli przyjmujemy, że "odbudowa" takiego kraju jak Niemcy ma priorytet przed celami fiskalnymi, o ileż bardziej ulgowo należałoby potraktować reformy emerytalne w Polsce!? Nieprawdaż?

Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że niedługo kraje zaczną się domagać zwolnień za jeszcze dawniejsze wydarzenia - Potop szwedzki, Anschluss Austrii czy szarże Napoleona po Europie. Tylko czy naprawdę o to chodzi w Pakcie Stabilizacji i Rozwoju? Ostatni weekend pokazał bowiem, że jeśli chodzi o jego luzowanie, kraje strefy euro wykazują się daleko idącą pomysłowością. Oby tylko politycy nie poszli zbyt daleko, bo stabilność waluty, dla której unia monetarna powstała, może być zagrożona.