Pierwsze trzy kwartały ub.r. nie zapowiadały tak znakomitego wyniku. Co więcej, z danych Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych wynikało, że ubezpieczyciele odnotowali spadek przypisu składki z obowiązkowego OC komunikacyjnego o 2,1%, do 3,34 mld zł. Głównie z powodu niższych wpływów od klientów indywidualnych. I to pomimo tego, że w okresie od maja do września do Polski sprowadzono około 500 tys. używanych aut z krajów starej Unii Europejskiej, ponadto około 240 tys. nowych samochodów sprzedano w salonach dilerskich.

Według specjalistów, choć prywatny import był naprawdę imponujący (do końca ub.r. do Polski sprowadzono łącznie blisko 812 tys. samochodów), to duża część tych pojazdów nie trafiła od razu do obrotu. Czekały na nabywców na parkingach. To, że trafią w końcu do ubezpieczenia, miało być tylko kwestią czasu. Na przykład Elżbieta Wanat-Połeć, wiceprezes Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, prognozowała, że na koniec ub.r. ubezpieczyciele odnotują około 4-proc. wzrost w tym segmencie.

Wygląda na to, że nowi właściciele zaczęli je ubezpieczać na masową skalę w III kwartale, bo liczba polis zwiększyła się wówczas o 553,5 tys. (a składka jeszcze nie wzrosła). Tymczasem na koniec ub.r. wzrost wyniósł aż 8,81%. - Rzeczywiście jest wysoki - potwierdziła wczoraj. Według E. Wanat, z danych przekazywanych do UFG przez zakłady ubezpieczeń wynika, że trend ten utrzymywał się w pierwszych miesiącach 2005 r. - Wygląda na to, że właściciele rejestrują stare auta w obawie przed koniecznością zapłaty opłaty rejestracyjnej, w miejsce podatku akcyzowego - wyjaśniła.

Jednak aż tak duży wzrost przypisu składki brutto odnotowany w IV kwartale ub.r. jest zastanawiający. Tym bardziej, że z danych nadzoru wynika, iż liczba czynnych polis OC komunikacyjnego zwiększyła się w stosunku do III kwartału ub.r. tylko o 213,7 tys.

Czyżby ubezpieczyciele wykorzystali okazję, by dokonać podwyżki cen polis? E. Wanat-Połeć wyklucza jednak gwałtowny ruch na taryfach. - To raczej wykluczone. Moim zdaniem, podwyżka składek mogłaby być odpowiedzialna za jedną czwartą (2 pkt proc.) ubiegłorocznego wzrostu przypisu - stwierdziła. - Nie były to jednak podwyżki systemowe, a wynikające z większego zróżnicowania przez poszczególne zakłady stawek w regionach - dodała.