Reklama

Giełda pod strzechami

Co ja powiem żonie, jak zapyta, dlaczego piszę o giełdzie, a nie rzucę tego w diabły i nie zacznę na giełdzie grać?

Publikacja: 23.03.2005 07:30

Filmowe tasiemce mój znajomy określa krótko: masakra. Do wściekłości doprowadza tym licznych członków rodziny, głównie starszych i płci odmiennej. Ale bądźmy szczerzy: to rzeczywiście jest masakra. I pod względem treści, i formy. Przyznaję jednak ze wstydem, że czasem oglądam jej fragmenty. Na usprawiedliwienie mam jedno: nie zawsze można z daleka ominąć czarne rozwrzeszczane pudełko.

Między 10. a na przykład 450. odcinkiem tasiemca różnica jest głównie w numeracji. Czasem bywają jednak ostre zwroty akcji. Bohater jednego z najpopularniejszych widowisk był trzy lata temu biednym jak mysz kościelna studentem. Teraz na studia ma już mało czasu. Biedy bynajmniej nie klepie. Nagle (minęło przecież tylko ze 300 odcinków) jeździ świetnym wozem, ma laptopa, komputer stacjonarny, superdrogie ciuchy. I jeszcze kupę forsy za pazuchą, którą gotów jest sypać na lewo i prawo. Jakby tego było mało, w celach zdaje się frywolnych odwiedza go siniorina Rosati.

Pozazdrościć.

Pytam o przyczynę tej przemiany tych, co śledzą wątki z większą regularnością i powagą. - Giełda - mówią. - Po prostu giełda. Wziął parę groszy. Może pożyczył. Zainwestował w akcje i.... I tak pękł worek z banknotami. Od tamtej pory sypią się nań jak nam jeszcze niedawno śnieg na głowy.

Siadam i oglądam już z większą uwagą. Wątek się rozwija. Rzeczonego bohatera odwiedza kolega. Narzeka, że brak mu pieniędzy. Chciałby tymczasem żonę zabrać w romantyczną podróż, bo coś krucho z ich małżeństwem. Problem w tym, że starcza mu z ledwością na czynsz. - Nie martw się - mówi nasz bohater przyjacielowi. - Wezmę to, co masz i - tu cytuję wiernie - poobracam. Albo zwrócę ci tyle samo (czyli ryzyko straty żadne, najwyżej bohater dołoży z własnych zysków), albo więcej. Jak obiecał, tak uczynił. Poobracał, nie wiadomo jak, kiedy i czym (bo kim, to już wspomniałem), ale wiadomo gdzie - na giełdzie. I... oddaje grubą kopertę. Jak gdyby nigdy nic mówi: - Masz stary. Bierz. Nie krępuj się. To co mi dałeś plus zyski. Wystarczy na podroż, czynsz. I jeszcze zostanie. Czyli żyć, nie umierać.

Reklama
Reklama

Mamy tedy dwa stereotypy giełdy. Pierwszy: źródło bogactwa. Wystarczy tylko zaczerpnąć i wszystkie nasze kłopoty - od socjalnych po małżeńskie - przestaną istnieć. Drugi, starszy: skupisko typów spod ciemnej gwiazdy. Ten jest zasługą bardziej specjalistycznej literatury i twórczości filmowej od "Amoku" poczynając, a na "Pierwszym milionie" kończąc. Ale do poziomu "Wall Street" trochę jej jakby daleko. Wciąż też nie widać, kto mógłby zagrać Gordona Gekko z Książęcej. Te dzieła biorą jednak śmiało na ząb meandry giełdowych spekulacji. Przynajmniej wiadomo, że trzeba przekupić albo dać w łeb, żeby zarobić. Zostawmy jednak typów spod ciemnej gwiazdy w spokoju. Czasem przecież sami mamy wrażenie, że ich tu - na rynku - faktycznie nie brakuje... Poza tym twórczość tego pokroju mniejszą się cieszy popularnością. Przez to mniejsze ma też pole rażenia.

Pierwszy stereotyp wydaje się mniej niebezpieczny. Ale to tylko pozory. Ja się teraz boję. Bo co ja powiem żonie, jak zapyta, dlaczego piszę o giełdzie, a nie rzucę tego w diabły i nie zacznę na giełdzie grać. I co Ty powiesz Czytelniku - inwestorze, jeśli żona (mąż albo Twe kochane dziatki) zapytają Cię. Po pierwsze, dlaczego jeszcze nie mieszkacie w pięknym domu w dobrej okolicy. Po wtóre, dlaczego wasz samochód jest stary, mały i tylko jeden. Po trzecie, dlaczego nie zabierasz ich w dalekie, egzotyczne podróże. Po czwarte...

Ja wiem - istnieje coś takiego, jak literacka czy filmowa fikcja. I że bohater, który zginął - bo jego materialny substytut musi akurat kręcić coś innego - może nawet cudownie wrócić do życia 500 odcinków dalej. Ale siła stereotypu jest wielka. A widownia filmu przywołanego na wstępie jeszcze większa. Bagatela - liczba potencjalnych inwestorów w niektóre wieczory przekracza 12 mln. To oznacza gigantyczną promocję giełdy - fakt. Tylko czy na pewno jest to biały PR?Student sam zarobił krocie. Ale jest jeszcze inna metoda. Dziennikarze telewizyjni pokazali kiedyś wróżce listę spółek, które przewinęły się przez giełdę. Poprosili, by wybrała cztery. Te, które rychło zapewnią duże zyski. Wybrała. Wybór uzasadniła. Zainkasowała, ile się należy i poszła sobie. Problem w tym, że dwie wskazane firmy nie były już notowane, jedna właśnie zbankrutowała, a ostatnia - owszem była na parkiecie, ale jej kurs nijak nie chciał rosnąć. Student widać chodził do lepszej wróżki. Ciekawe tylko, ile zarobił w ostatnich dniach?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama