Cudowna przemiana słabości w siłę, która dokonała się na wczorajszej sesji, nie zmienia w istotnym stopniu sytuacji technicznej indeksu największych spółek. Notowania potwierdziły, że kiedy WIG20 zbliża się do poziomu 1900 punktów, popyt na polskie akcje wzrasta. Utrzymanie nad przyspieszoną linią trendu wzrostowego sugeruje, że byki spróbują jednak zamknąć lukę bessy w okolicach 2 tys. punktów. Dopiero jej zakrycie pozwoli realnie myśleć o ataku na szczyt z końca lutego.
Liczą na to szczególnie inwestorzy zagraniczni, którzy nagle znaleźli się w pułapce. Oto na wartości traci nasza waluta. Zbudowane na wykresie USD/PLN rozległe podwójne dno sugeruje, że doszło do zmiany trendu przynajmniej w średnim terminie. Inne kursy walutowe z dolarem amerykańskim w liczniku (np. USD/JPY) również wyglądają, jakby miały ochotę kontynuować szybki marsz na południe. Jeśli rzeczywiście, tak jak donoszą serwisy informacyjne, na warszawską giełdę zawitali dość agresywni zagraniczni spekulanci (np. słynne już fundusze hedingowe), to ostatnia sesja przed świętami zapowiada się interesująco. Duża część spekulantów lubi dość szybko zamykać stratne pozycji. A te, które otwierali na warszawskiej giełdzie na przełomie lutego i marca, nie przynoszą im zysków. Coraz słabsza waluta wywiera jednak presję. Z drugiej strony jak tutaj sprzedawać, kiedy kupiło się na przykład milion akcji TP, a tu w czasie spadkowych sesji na trzech poziomach najbliższych bieżącemu kursowi leży popyt na 60 tys. walorów?
Dlatego bardzo ciekaw jestem jak przebiegnie próba wzrostu, WIG20 do 2 tys. punktów. Teoretycznie na zwyżce kursów wszystkim dużym graczom powinno zależeć, bo właśnie zbliża się koniec kwartału i warto w zestawieniach pokazać wysokie stopy zwrotu. Ale warto też pozbyć się trefnego towaru, na jaki wyglądają w tej chwili polskie akcje. Jest wyjątkowo duża szansa, że zapowiadający się na wzrostowy okres window dressing tym razem może zostanie brutalnie przerwany.