Scenariusz sesji był jak pisany przez Hitchcocka. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem było już tylko ciekawiej. Nawet tytuł najsławniejszego dzieła mistrza suspensu pasuje do opisu wczorajszej sesji. Według potocznej definicji PWN, "psychoza" oznacza bowiem stan szczególnej podatności na jakiś nastrój, zwłaszcza szerzący się w zbiorowości. Tą zbiorowością jest teraz oczywiście rynek walutowy, który determinuje nastroje na nerwowym rynku akcji, wskazując kierunek przepływu spekulacyjnych zagranicznych kapitałów. Obawy o "wzrost presji inflacyjnej" zawarte w komunikacie po posiedzeniu FOMC sprawiły, że ten kierunek był wczoraj na rynkach środkowoeuropejskich dość oczywisty. Warto jednak zwrócić uwagę na dwie rzeczy.

Niedźwiedzie na GPW miały niemal wszystkie argumenty niezbędne do przebicia wsparcia na ostatnich dołkach (61,8% zniesienia trendu wzrostowego od stycznia). Waluty, indeksy głównych giełd, czy nawet tylko sesja w USA - wszystko zachęcało do głębszych spadków. Mimo to od samego początku sesji kontrolę nad rynkiem przejęli kupujący. Od rana widać było, że popyt ma w ofertach bardzo wyraźną przewagę.

Takie zachowanie pokazuje, że rynek wcale nie jest w tak złej kondycji. Powód? Pisałem o tym tutaj na początku tygodnia. Wydaje się, że jest to już początek spekulacji pod RPP, która ze względu na osłabienie złotego może obniżyć stopy tylko o 25 pb. Zresztą potwierdzał to też wczoraj członek RPP S. Nieckarz. Mniejsza obniżka byłaby korzystna dla akcji i umocniła złotego. Wcześniej nikt nie ośmielił się pod to grać, bo większy strach budziła polityka Fed. W takich okolicznościach kierunek indeksom w najbliższych dniach wskażą wypowiedzi członków RPP, dzięki którym rynek lepiej pozna przełożenie osłabienia złotego na skalę obniżek stóp 30 marca.