W końcu ubiegłego tygodnia notowania ropy naftowej osiągnęły rekordowo wysoki poziom, po czym zaczęły spadać. Podczas sesji czwartkowej surowiec też zdrożał w Nowym Jorku do 57,60 USD za baryłkę, a w Londynie cena gatunku Brent wzrosła do 56,15 USD. Tendencję zwyżkową podtrzymywały obawy, że podniesione przez OPEC limity wydobycia nie zapewnią wystarczających dostaw, aby pokryć rosnące zapotrzebowanie na paliwa płynne.
Wzrost notowań zahamowała wiadomość o rozmowach na temat zwiększenia wydobycia o dalsze 500 tys. baryłek dziennie, które rozpoczął przewodniczący tej organizacji szejk Ahmad Fahd al-Sabah. Podczas konferencji ministerialnej 16 marca upoważniono go do podjęcia w tej sprawie decyzji po konsultacjach z państwami członkowskimi.
Do zahamowania, a następnie odwrócenia wzrostu cen ropy naftowej przyczyniła się też w istotnym stopniu wtorkowa decyzja Zarządu Rezerwy Federalnej o podniesieniu stóp procentowych. Droższe kredyty mogą bowiem osłabić tempo wzrostu w gospodarce amerykańskiej, a w konsekwencji także w skali światowej. To zaś oznaczałoby zmniejszenie popytu na paliwa płynne. Spadkowi cen ropy naftowej sprzyjało dodatkowo wzmocnienie dolara, będące naturalnym następstwem zaostrzenia polityki pieniężnej USA.
W Londynie za baryłkę ropy Brent z dostawą w maju płacono wczoraj po południu 53,95 USD w porównaniu z 54,59 USD w końcu sesji wtorkowej i 54,80 USD w poprzednią środę.