Od ósmego marca na indeksie S&P500 dominują niedźwiedzie. W efekcie spadł on z 1225,3, do 1172,5 pkt na zamknięcie środowej sesji. Jednocześnie zostały wygenerowane liczne sygnały sprzedaży, które mogą nawet sugerować koniec hossy na tym rynku.
Analizując wykresy można jednak dojść do wniosku, iż chwilowo potencjał spadkowy się wyczerpał i czas na większe odbicie. Tak bowiem należy interpretować dotarcie wyprzedanego indeksu szerokiego rynku do potrójnego wsparcia, jakie na 1164-1170 pkt tworzą dołek z 24 stycznia br., 38,2-proc. zniesienia impulsu wzrostowego sierpień 2004 - marzec 2005 oraz siedmiomiesięczna linia hossy. To zbyt silna bariera popytowa i jej pokonanie z marszu jest wątpliwe. Stąd też prawdopodobieństwo wystąpienia korekty właśnie tu wydaje się bardzo duże.
Pretekstem może być również ewentualna zniżka cen ropy naftowej. Wtorkowo-środowe spore spadki, które doprowadziły do utworzenia dwóch długich czarnych korpusów przedzielonych luką bessy, oznaczają, iż być może w poniedziałek został utworzony średnioterminowy szczyt. Tym bardziej że jednocześnie wykres spadł poniżej październikowego szczytu.
Na utworzenie średnioterminowego szczytu wskazują również sygnały sprzedaży na wskaźnikach, a także podażowy układ świec na wykresie tygodniowym. W tej sytuacji powrót poniżej poziomu 50 dolarów za baryłkę wydaje się już tylko kwestią czasu.
Niezależnie, co się stanie później, czy wsparcie na 49,65-49,85 USD zostanie pokonane czy też zostanie wykorzystane do nowych zakupów ropy, samo prawdopodobieństwo powrotu do niego to ważna wiadomość dla byków z rynku akcji. Wiąże się to z ostatnim komunikatem po posiedzeniu FOMC. Wynika z niego, że Fed obawia się, iż wysokie ceny ropy mogą podnieść już wkrótce inflację, na co bank centralny będzie reagował bardziej zdecydowanymi podwyżkami stóp procentowych.