Obowiązek stosowania elektronicznych tachografów wynika z projektu ustawy o systemie cyfrowych urządzeń rejestrujących stosowanych w transporcie drogowym, przyjętej wczoraj przez Radę Ministrów. Nowe urządzenia wymusić mają na kierowcach przestrzeganie obowiązkowych przerw w pracy. Stosowane teraz "analogowe" tachografy mają bowiem dużą wadę - umożliwiają fałszerstwa. Czas pracy zapisywany jest w formie kresek na specjalnej tarczy, które łatwo "przerobić". Dzięki oszustwom firmy mogą zaoszczędzić na dodatkowych etatach i uniknąć postojów.

Dzięki nowym tachografom ma wzrosnąć bezpieczeństwo na drogach. Problem w tym, że nowe rozwiązanie kosztuje. Przyznaje to nawet rząd. Urządzenia będą montowane przez producentów aut w nowych pojazdach. Główni producenci tachometrów - m.in. Siemens VGO - nie ustalili jeszcze cen, wiadomo jednak, że będą oscylowały w przedziale 500-800 euro. To więcej niż cena tachografu analogowego (300-600 euro). Co więcej, przewoźnicy będą musieli wyrobić dla kierowców specjalne karty ewidencyjne, wydawane przez Główny Urząd Miar. Opłata za wyrobienie kart ma pokryć koszty budowy skomplikowanego systemu informacji o kierowcach. W budżecie na 2005 r. zarezerwowano na ten cel zaledwie 8 mln zł.

- Największe koszty poniosą te firmy, które zdecydują się na wymianę starych tachografów na nowe - mówi Tadeusz Wilk, dyr. Departamentu Transportu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce. Nic więc dziwnego, że przewoźnicy nie palą się do takich inwestycji. - Na razie nie odnotowujemy żadnego zainteresowania urządzeniami - przyznaje Przemysław Nowak, product manager w Drabpolu - jednym z większych importerów tachografów. - Wolimy inwestować w łączność satelitarną, która daje większe możliwości monitorowania przewozów - tłumaczy Jerzy Koss, prezes PEKAES Transport.