Okołoświąteczne sesje przebiegają na rynkach światowych przy obniżonej aktywności inwestorów. W piątek i poniedziałek wolumen akcjami spółek notowanymi na NYSE ledwie przekroczył 1,5 mld akcji i były to dwie najniższe wartości w tym roku. Dopiero we wtorek - kiedy w niecałe 2 godziny zbliżył się do 600 mln akcji - wszystko wydawało się wracać do normy.
Niewielka aktywność inwestorów utrudnia ocenę ważnych technicznie wydarzeń. Po trzech tygodniach spadków, w czasie których S&P 500 stracił 4,4%, wykres indeksu znalazł się na poziomie styczniowego dołka. Bariera na 1160 pkt wydaje się mieć kluczowe znaczenie dla kierunku trendu w średnim terminie. Wsparcie w tej okolicy wzmacnia linia trendu poprowadzona przez zeszłoroczne (z sierpnia i października) dołki. To właśnie od niej odbił się w zeszłym tygodniu S&P 500. Pytanie, czy niższe obroty są potwierdzeniem korekcyjnego charakteru zwyżki, czy też związane są ze świętami Wielkanocy, pozostaje otwarte.
Po nieudanej próbie wybicia w dół z formacji podwójnego szczytu, poprawiła się sytuacja techniczna DAX. Po odbiciu od 4300 pkt wykres indeksu siłą rozpędu pokonał krótkoterminową linię trendu spadkowego, która opisywała ostatnie trzy tygodnie notowań. Gdyby impet zwyżki był większy, można byłoby ten sygnał odczytać jako zapowiedź ataku na szczyt z 7 marca (4428 pkt - 2,5-letnie maksimum). A tak odnosi się wrażenie, że rynek przygotowuje się do zbudowania głowy z ramionami i jeszcze większego spadku, niż to się początkowo wydawało. Ataku na marcowy wierzchołek oczywiście wykluczyć nie można - byłby on tym ciekawszy, że 4428 pkt to niemal dokładnie 38-proc. zniesienie bessy z lat 2000-2003.
Podobnie jak w Warszawie na innych giełdach środkowoeuropejskich nie doszło do przełomu. Ostatnie spadki zdołał w części odrobić jedynie praski PX50. BUX utrzymuje się w pobliżu zbudowanego w zeszłym tygodniu przy 16608 pkt dołka. Na wszystkich trzech rynkach trendy krótkoterminowe mają kierunek spadkowy.