"Odejście z NCR nie było łatwą decyzją, ale po prostu nie mogłem nie skorzystać z szansy, żeby pokierować spółką taką jak HP" - napisał Hurd w liście do swoich nowych podwładnych. Dyrektorem generalnym NCR, jednej z największych na świecie firm produkujących kasy fiskalne i bankomaty, 48-letni Hurd był od marca 2003 r. Łącznie spędził w niej 25 lat, czyli całą swoją karierę zawodową.
U steru HP, drugiego na świecie producenta komputerów osobistych, stanie już jutro. Analitycy wierzą, że sprawdzi się w nowym miejscu. - Inaczej niż Carly, która była typem królowej, ten facet jest kimś w rodzaju pszczoły-robotnicy - komentował Rob Enderle, analityk z Enderle Group w San Jose. - On jest zaprzeczeniem gwiazdy, czyli dokładnie taką osobą, jakiej HP potrzebuje - dodał. Inwestorzy też są dobrej myśli. Tuż po wtorkowych, jeszcze nieoficjalnych doniesieniach "Wall Street Journal" o nominacji Hurda akcje HP na giełdzie nowojorskiej zdrożały o 10% (papiery NCR spadły natomiast aż o 17%).
Carly Fiorina została zdymisjonowana, ponieważ nie osiągnęła z HP celów postawionych po wartym prawie 19 mld dolarów przejęciu Compaqa. Firma straciła palmę pierwszeństwa w produkcji pecetów na rzecz Della, a oddziały produkcji serwerów i drukarek pod kątem sprzedaży radziły sobie znacznie poniżej oczekiwań analityków. W minionych dziewięciu kwartałach HP aż trzykrotnie rozczarował rynek rezultatami finansowymi.
Rada nadzorcza HP liczy, że Hurd odwróci złą passę. Jako szef NCR zdołał zmienić oblicze firmy, odbudowując podupadającą sprzedaż i zwiększając zyski. Akcje NCR w ciągu ostatnich dwóch lat poszły w górę o prawie 200%.
Za podpisanie kontraktu z HP nowy szef dostał 2 mln USD i dodatkowe 2,75 mln USD na koszty przeprowadzki. Łącznie z premiami w ciągu roku Hurd będzie mógł zarobić nawet 9,8 mln USD.