Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad od dłuższego czasu zapowiadała, że zrobi wszystko, aby już 2 kwietnia kierowcy ciężarówek nie płacili myta. Wynegocjowała nawet z koncesjonariuszami - Autostradą Wielkopolską i Stalexportem - kwoty rekompensat za utracony przychód (w tym roku miało to być łącznie ok. 200 mln zł). - Jesteśmy gotowi do nowych rozwiązań - mówili nam rzecznicy prasowi obu spółek. Resort infrastruktury nie zdążył jednak przygotować stosownych nowelizacji ustaw - o transporcie drogowym i o płatnych autostradach. Bez nich nie ma mowy, aby zarządcy zmienili taryfikatory.
Skąd to zamieszanie? Oto Komisja Europejska zauważyła, że tak naprawdę przewoźnicy opodatkowani są w Polsce dwukrotnie. Oprócz myta wykupują jeszcze winiety, uprawniające do korzystania z dróg krajowych (kosztują 50zł/dzień). Takiej sytuacji nie ma w innych krajach Unii. Stosują one dwa warianty: albo płatne autostrady (Francja, Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania, Węgry), albo różne rodzaje winiet (Niemcy, Austria - stosują taksowanie elektroniczne na wszystkich drogach krajowych; Czesi czy Słowacy - nalepki na szybach). Bruksela dała nam czas do 1 stycznia tego roku na wybór którejś z opcji.
Choć kierowcy TIR-ów mogą się czuć rozgoryczeni, powinni jeszcze uzbroić się w cierpliwość. - Robimy wszystko, aby zdążyć z uchwaleniem ustaw przed końcem kadencji. Wszystko jednak w rękach Sejmu - informuje Ryszard Nałęcz, dyrektor biura prasowego resortu. Tymczasem jeszcze 14 marca szef GDDKiA informował na stronach internetowych ministerstwa, iż "prowadzi negocjacje, aby kierowcy ciężarówek wjechali na autostrady bez dodatkowych opłat od 2 kwietnia". Co na to wszystko koncesjonariusze? - Na bramkach umieściliśmy informację, dlaczego wjazd na autostradę nadal jest płatny. Mamy nadzieję, że kierowcy to zrozumieją - mówi Alicja Rajtar, rzecznik Stalexportu Autostrady Małopolskiej.
Komentarz
Wilk, owca a sprawa polska