Reklama

Audytor 007

W obstawie ochroniarzy, w pancernych autach, pod czujnym okiem kamer. A najczęściej z głowami w księgach, palcami na klawiaturze i oczami wlepionymi w monitory. Tak spędza czas garstka polskich audytorów śledczych.

Publikacja: 02.04.2005 08:25

Członek rady nadzorczej jednej z giełdowych spółek zaniepokoił się raportem finansowym firmy. Nagle zaczęły rosnąć jej koszty. Jego zaniepokojenie wzmógł anonim, który trafił do amerykańskiej siedziby spółki-matki. To wystarczyło, aby zatrudnić śledczych z PricewaterhouseCoopers.

Audytorzy najpierw "na widelec" wzięli wiceprezesa odpowiedzialnego za zakupy. W środku nocy skopiowali dysk twardy jego komputera. Informatycy wśród dawno już wymazanych plików znaleźli faktury angielskiej firmy doradczej, która rzekomo świadczyła usługi dla badanej spółki. Śledczy zaczęli analizować sprawę głębiej. To właśnie te rachunki spowodowały wzrost kosztów. Wkrótce okazało się, że wiceprezes był jednocześnie udziałowcem angielskiego doradcy. Ale to był czubek góry lodowej.

O całej sprawie - co również wyszło w śledztwie - od dawna wiedział prezes przedsiębiorstwa. Wiedział i nie powiedział, bo rachunki na różne materiały i usługi, w tym dostarczane po zawyżonych cenach półprodukty i surowce oraz fikcyjne usługi doradcze, od dawna przechodziły przez ręce szefów firmy. Prowizją dzielili się z pośrednikami, a straty spółki się pogłębiały. W efekcie wymieniony został cały zarząd spółki. - Wiąże nas tajemnica, nie mogę zdradzić nazwy tej firmy - tłumaczy Dariusz Cypcer, wicedyrektor w zespole ds. śledztw i ekspertyz gospodarczych PricewaterhouseCoopers. Mało kto wie, że raport jego firmy był powodem spektakularnej zmiany w zarządzie badanego przedsiębiorstwa. Ale jeszcze mniej osób wie, że przygotowali go audytorzy śledczy, przedstawiciele prawdziwej elity zawodu.

Zaczęło się od Rywina

Wysyłasz w biurze e-maile z prywatnej skrzynki? Zostawiasz na biurku ważne dokumenty? Spotykasz się w miejscach publicznych w sprawach biznesowych? Uważaj. Wszystko, co robisz, może być obserwowane przez audytorów śledczych lub wynajętych przez nich detektywów.

Reklama
Reklama

Audyt śledczy funkcjonuje na całym świecie. W Polsce robi karierę zwłaszcza od 2002 r., gdy wybuchła tzw. afera Rywina. - Inwestorzy zagraniczni chcą sprawdzić, czy ich tutejsze biznesy działają bez zarzutu - mówi Iwona Kozera, partner z Ernst&Young.

Zagraniczne firmy, szczególnie amerykańskie, zaczęły się obawiać, że pracownicy polskich filii mogą być zamieszani w afery korupcyjne bądź fałszowanie ksiąg spółki. A w prawie amerykańskim taka sytuacja powoduje, że firma może być narażona na wysokie kary ze strony urzędów oraz odszkodowania m.in. dla akcjonariuszy. Od czasu słynnej afery Enronu w USA, spółki z tamtejszej giełdy do sprawozdań finansowych muszą dołączać raport, określający ryzyko sfałszowania danych w spółce.

Zdaniem Iwony Kozery, polskie spółki zdecydowanie rzadziej zlecają przeprowadzenie audytu śledczego niż zagraniczne. W których przypadkach ryzyko defraudacji jest najwyższe? Tam, gdzie akcjonariat jest rozproszony, spółka nie przestrzega zasad ładu korporacyjnego oraz w państwowych firmach.

Część raportów jest zamawiana jako tzw. dupokrytki. Np. zarząd, który chce uniknąć odpowiedzialności za nieprawidłowości w firmie, zamawia audyt śledczy, żeby pokazać, że "coś" w sprawie zrobił.

Miliony dla przestępców

Według badań, 19% polskich firm straciło przez przestępców gospodarczych więcej niż 250 tys. dolarów. Jedynie 26% odzyskało niewielką część ze straconych pieniędzy. Jeszcze bardziej przerażająca jest średnia strat - to 2,3 mln USD. Ale zdarzają się przypadki znacznie większych uszczerbków. Audytorzy śledczy w ciągu ostatnich 3 lat wykryli m.in. mechanizm wyprowadzania pieniędzy z jednej z polskich spółek z przewagą kapitału zagranicznego. Straty oszacowano na 45 mln dolarów.

Reklama
Reklama

Badania wskazują także, że audytorzy wewnętrzni i zewnętrzni wyłapują 48% przestępstw gospodarczych w Polsce. Aż 41% takich przestępstw zostaje u nas wykrytych dzięki systemom zarządzania ryzykiem. To prawie dwukrotnie więcej niż na świecie.Mimo to prawdziwi polscy audytorzy śledczy to grono zaledwie kilkunastu osób. Takie działy powołały tylko firmy doradcze z tzw. Wielkiej Czwórki. Ten zawód ma w Polsce ledwie kilka lat. - Ale nasi specjaliści prowadzą swoje śledztwa nie tylko w Polsce. Byliśmy już w Rumunii, Uzbekistanie, Rosji, Egipcie, Grecji czy krajach bałtyckich - mówi Dariusz Cypcer. W Polsce powoli przekonują się do nich kolejne firmy.

Śledztwo od kuchni

- Zdarzają się zlecenia, które robimy bez pełnego dostępu do informacji. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy zlecający nie chce, aby wyszło na jaw, że prowadzimy badanie. Wtedy sporządzamy raport na podstawie danych publicznie dostępnych. Robimy na przykład coś, co my nazywamy pająkami. To sieci wzajemnych powiązań między ludźmi czy firmami. Rodzinnych, kapitałowych, czasem nawet - towarzyskich. Wbrew pozorom dzięki informacjom znajdującym się w KRS-ie czy innych źródłach ogólnie dostępnych, nawet w gazetach - można czasami zdobyć informacje, które pozwalają na identyfikację potencjalnych konfliktów interesów. W kilku przypadkach zebrane w ten sposób przez nas dane posłużyły nawet zarządom w sprawach sądowych - tak mocne okazały się zarzuty - mówi przedstawiciel PwC.

W większości przypadków śledczy otrzymują jednak od zarządu czy rady nadzorczej zielone światło.

Detektywi pomagają

Firmy audytorskie pod względem możliwości operacyjnych są w gorszej sytuacji niż np. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy policja. Instytucje te mogą bowiem zakładać podsłuchy, śledzić podejrzanych, uzyskiwać zeznania pod groźbą kary itp. Audytorzy nie składają jednak broni. Pomagają sobie czasem wynajmując np. wyspecjalizowane firmy detektywistyczne.

Reklama
Reklama

Dział śledczy (forensic audit) każdej firmy doradczej oferuje kilka rodzajów usług. Po pierwsze, usługi prewencyjne, czyli, co należy w firmie zrobić, żeby zminimalizować ryzyko defraudacji. Tu określa są procedury, które trzeba wdrożyć. Po drugie, analizę konkretnych przypadków. Najczęściej na prośbę zarządu czy rady nadzorczej audytorzy mają prześledzić, czy przy realizacji danej transakcji mogło dojść do nieprawidłowości. Takie zlecenia są wydawane najczęściej, gdy podejrzewa się pracownika o przyjęcie dodatkowej korzyści materialnej, np. przy rozstrzyganiu przetargu.

Audytorzy analizują konkretny przypadek. Jeżeli był to przetarg np. na zakup materiałów biurowych do firmy, to w pierwszej kolejności analizują warunki przetargu. Czy został poprawnie skonstruowany, a wiadomość o nim dotarła do odpowiednio dużej liczby firm, które handlują bądź produkują materiały do biura. Po drugie, sprawdza się, dlaczego pracownik wybrał daną firmę. Po trzecie zaś, kontroluje się dane informatyczne. Chodzi o korespondencję dotyczącą przetargu. W przypadku mnożących się wątpliwości, audytorzy mogą przejrzeć też prywatną skrzynkę podejrzanego pracownika. - Istnieje możliwość kontroli korespondencji wysyłanej z sieci korporacyjnej, nawet jeśli używane są prywatne konta pocztowe - mówi Mariusz Witalis z E&Y. Co więcej, e-maile zarówno służbowe, jak i prywatne mogą być przechowywane bardzo długo. Dopóki twardy dysk nie zostanie zniszczony fizycznie, np. przełamany, lub nie zostaną użyte specjalistyczne narzędzia do trwałego usuwania danych, do tej pory specjaliści są w stanie odczytać zapisane na nim informacje. Bez względu na to, jak dawno zostały zapisane.

- Wchodzimy do spółki i badamy wszystko, co dotyczy danej sprawy. Oczywiście dokumenty, ale nie tylko pod kątem ich treści, ale i tego, czy są oryginalne czy nie. Kto i kiedy je wystawił i w jakim celu, kto się podpisał, a kto postawił parafkę. Zaglądamy do komputerów, robiąc obrazy twardych dysków. W ten sposób nie tylko dowiadujemy się, co jest w tych komputerach, ale też, co tam było - nawet kilka lat wcześniej. Dysponujemy narzędziami, za pomocą których bajt po bajcie śledzimy zawartość takiego komputera. Na koniec są rozmowy z ludźmi. Nie mamy oczywiście uprawnień, aby kogokolwiek do nich zmusić, ale grzecznie o to prosimy i raczej nie spotykamy się z odmową - tłumaczy Dariusz Cypcer.

Adrenalina skacze

Praca śledczych zajmuje nieraz całe miesiące. Podzielone na etapy śledztwa mogą przeciągać się w zależności od ich wyników i potrzeb zleceniodawców. Czasem wystarczy już krótkie badanie. Zdarza się, że audytorzy pytani są, czy na pewno chcą brać udział w śledztwie, bo będą musieli w nim ryzykować nie tylko zarwane noce, ale może nawet... życie. Podczas jednego z dochodzeń, prowadzonych na wschodzie Rosji przez polskich audytorów, mieli oni rozwikłać zagadkę śmierci dyrektora do spraw zakupów jednej z tamtejszych spółek. Audytorzy po Rosji poruszali się w opancerzonych samochodach, cały czas - także w nocy - pod czujnym okiem uzbrojonych po zęby ochroniarzy.

Reklama
Reklama

Częściej jednak, jak przyznaje Dariusz Cypcer, ta praca dostarcza wrażeń na zupełnie innym poziomie: - Mnóstwo czasu spędzamy na analizie dowodów i dyskusjach, czasem wydawałoby się bezsensownych. Kiedy badamy jakąś sprawę, każdy ma przydzielony jej fragment. Tą wiedzą musimy się jakoś podzielić. Trzeba dojść, jak myślał potencjalny przestępca, po co, dlaczego i w jaki sposób coś zrobił. Staramy się złożyć w jedną całość puzzle, w których jednak najczęściej brakuje nam wielu elementów. I kiedy wreszcie obrazek zaczyna nabierać kształtów - odczuwamy satysfakcję.

Czasem śledztwa prowadzą do zupełnie niespodziewanych wniosków. Nierzadko audytorzy znajdują dowody przestępstw popełnianych przez osoby nawet nie podejrzewane o to przez zlecających. Oczyszczani są ci, których wcześniej oskarżano. A czasem wychodzą na jaw grzechy i grzeszki, których śledczy wcale nie poszukiwali. - W 90% badanych komputerów służbowych znajdujemy pornografię. Oczywiście tego nasze śledztwa nie dotyczą, ale może to być poważnym naruszeniem regulaminu firmy i stanowić powód do zwolnienia - tłumaczy Dariusz Cypcer.

Sądu i prokuratury nie stać

Największe firmy audytorskie wykonują na świecie zlecenia śledcze dla prokuratury. Czasami wspomagają biegłych sądowych. W Polsce taka sytuacja jeszcze się nie zdarzyła. Chodzi o koszty. Raport renomowanej firmy kosztuje od kilkunastu tysięcy euro do kilkuset tysięcy euro lub więcej. - Jeśli sprawa dotyczy pracownika , zlecającym jest z reguły zarząd, jeśli zarządu - zleca rada nadzorcza, a jeśli rady nadzorczej - sam właściciel. W kilku przypadkach prowadziliśmy śledztwa w spółkach z udziałem Skarbu Państwa, ale nie zdarzyło się jeszcze, żeby zaangażował nas regulator czy prokuratura. Prawdopodobnie wynika to z naszych cen, choć na Zachodzie instytucje państwowe często zlecają śledztwa takim firmom jak nasza - mówi Dariusz Cypcer.

Najtańsze projekty to tzw. jednodniówki. Zleca je głównie właściciel spółki, który nie zasiada ani w radzie nadzorczej, ani w zarządzie, a ma wątpliwości, czy wszystko dobrze funkcjonuje.

Reklama
Reklama

Więcej kosztują projekty wymagające wielodniowego ślęczenia nad dokumentami, a także niosące wyższe ryzyko. Chodzi o zastraszanie audytorów, czy możliwość wytoczenia im sprawy z powództwa cywilnego. Kto może zastraszać pracowników firm audytorskich? Przede wszystkim te spółki albo ci pracownicy, którym zarzuca się popełnienie nadużyć. Żeby uniknąć takich przypadków, wiele firm odmawia podjęcia się audytu w spółkach, których funkcjonowanie budzi wątpliwości. Dotyczy to przede wszystkim mafii albo gdy pojawiają się wątpliwości związane z pochodzeniem kapitału.

Metody mało wyrafinowane

Iwona Kozera mówi, że w Polsce łatwo jest znaleźć nieprawidłowości w firmach. Nie tyle w sensie procesowym, ile logicznym. - Procesowo często jest trudno nam udowodnić, że ktoś popełnił przestępstwo. W wielu przypadkach jednak na pierwszy rzut oka widać, że dany przetarg został przeprowadzony tak, żeby wygrała konkretna firma - twierdzi. Dodaje też, że często na podstawie raportów sporządzonych przez śledczych, zarząd czy rada nadzorcza wysyłają zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa.

W polskich spółkach łatwo jest popełnić przestępstwo i to w dodatku "zgodnie z prawem". Dlaczego? - Brakuje ściśle określonych procedur - mówi I. Kozera. A pracownik zawsze może się tłumaczyć, że wybrał daną ofertę, bo wydawała mu się lepsza. Brak procedur może być bardzo bolesny dla spółek. Zdarzają się np. takie sytuacje, że pracownik zmienił numer konta, na które zostało przelanych kilka milionów złotych. W dodatku taką operację zaksięgował. Przekręt przez kilka lat był niewychwycony.

Raport sprzedam

Reklama
Reklama

Końcowe raporty z audytu śledczego są bardzo cennym towarem. Można to było zaobserwować w przypadku dokumentów o niegospodarności w Orlenie, które powstały w E&Y i Deloitte. Oba znalazły się w prasie. Teraz prokuratura prowadzi dochodzenie, kto je upublicznił.

W związku z obawami, żeby raport nie dostał się w niepowołane ręce, coraz więcej firm chce tylko otrzymać ustną relację z kontroli. Jeżeli audytorzy wskazują na wiele nieprawidłowości, wtedy zazwyczaj słyszą prośbę o sporządzenie wersji papierowej, żeby np. mieć podstawę do zawiadomienia prokuratury.

W firmach audytorskich dostęp do ostatecznej wersji raportu mają zazwyczaj nie więcej niż 2-3 osoby. Na raport składają się wyniki prac poszczególnych zespołów, które nie znają efektów prac innych zespołów.

Gdzie najłatwiej oszukać?

Najwięcej nieprawidłowości występuje zazwyczaj w przetargach na systemy komputerowe, w budownictwie oraz w marketingu i reklamie. Systemy IT są bardzo drogie, więc towarzyszy im zazwyczaj prowizja. W budownictwie można oszukać, wykorzystując inne materiały niż się informuje klienta, a w pewnej fazie budowy nie można już tego sprawdzić. Z kolei oszustwa w marketingu i reklamie najczęściej popełniają agencje reklamowe. Np. negocjują w mediach upusty i bonusy dla swojego klienta, ale go o tym nie informują. Ich wartość odbierają jako swój dodatkowy zysk. Często też dopisują koszty, których nigdy nie poniosły dla danego klienta.

Audytorów śledczych przybywa. Jeśli więc masz coś na sumieniu - strzeż się. Może i do twoich drzwi zapukają kiedyś panowie w garniturach?

Zaszkodzisz firmie - możesz siedzieć

Za nadużycie uprawnień, niedopełnienie obowiązków lub łapownictwo na szkodę firmy grozi do 10 lat więzienia. Do 10% rocznych przychodów może zaś stracić osoba, której bezprawne działania mogły przynieść firmie korzyść. Dodatkowo każda firma może ubiegać się o odszkodowanie na podstawie odrębnych przepisów na drodze cywilnej.

Czy Polacy są bardziej pomysłowi?

46% polskich firm padło ofiarą przestępstw. To więcej niż w sąsiednich krajach - w Czechach ten odsetek wynosi 27%, na Węgrzech - 39%. W regionie i na świecie statystyki też są niższe - średnia to 37% poszkodowanych. Według PwC, pod jednym względem jesteśmy podobni: i u nas, i na świecie najczęściej popełnianym przestępstwem jest sprzeniewierzenie aktywów. Ciekawe są dane dotyczące korupcji. O jej powszechności mówi 60% respondentów, ale do bezpośredniego zetknięcia przyznaje się zaledwie 6%.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama