Często lepiej być wiceprezesem, niż prezesem banku. To pierwsze wnioski, jakie nasuwają się z lektury raportów rocznych za 2004 r., w których spółki, po raz pierwszy, zamieściły wynagrodzenia poszczególnych członków zarządu i rad nadzorczych, a nie jak do tej pory wynagrodzeń łącznych.
Bogusław Kott
nie jest liderem
Choć naturalne wydawałoby się, że najlepiej uposażeni powinni być prezesi, w licznych przypadkach to ich zastępcy zarabiają dużo więcej. Najdrastyczniejszym przykładem jest tu Pekao, gdzie niemal wszyscy członkowie zarządu zarobili w 2004 r. więcej niż kierujący bankiem Jan Krzysztof Bielecki. Zaskoczeniem są też "niewielkie" płace Bogusława Kotta. Od lat uważa się, że prezes Millennium pobiera najwyższe apanaże w polskiej bankowości, raport pokazał jednak, że prawdopodobnie przypisywano mu część pieniędzy wiceprezesów - Julianny Boniuk-Gorzelańczyk i Wojciecha Haase. Ci otrzymują ponad połowę więcej niż on. Nie można jednak zapomnieć, że Bogusław Kott zasiada także w zarządzie portugalskiego BCP, które kontroluje polski bank. Jakie wynagrodzenie otrzymuje z tego tytułu, nie udało nam się dowiedzieć.
Więcej dla ekspatów