Reklama

Polskie towarzystwa bronią rynku

Krajowe zakłady ubezpieczeń tracą klientów korporacyjnych. Świadczy o tym spadająca liczba zawieranych umów oraz przychody ze składek. Antidotum może być większa aktywność naszych ubezpieczycieli w segmencie małych firm oraz klientów indywidualnych.

Publikacja: 05.04.2005 07:58

Po 1 maja ub.r. krajowe firmy ubezpieczeniowe działają na w pełni otwartym unijnym rynku. Ich zachodnioeuropejscy konkurenci nie muszą już otwierać u nas swoich spółek córek, wystarczy że uzyskają notyfikację Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, i już mogą zawierać bezpośrednio z centrali, np. w Londynie czy Paryżu, umowy z polskimi klientami.

Rośnie konkurencja?

Zainteresowanie zachodnich operatorów naszym rynkiem jest bardzo duże. Liczba tzw. notyfikacji rosła lawinowo w pierwszych miesiącach po wstąpieniu Polski do Unii. W szczytowym lipcu nasz nadzór wydał blisko 40 zgód, potem impet nieco osłabł, choć jeszcze w grudniu przybyło 26 nowych operatorów. Obecnie może działać u nas 188 zagranicznych firm. Dla porównania, krajowych zakładów jest 68.

Choć liczba nowych notyfikacji już tak szybko nie rośnie - w nowym roku wydano ich "tylko" 13, przy czym w marcu żadnej - to liczba zagranicznych towarzystw jest już blisko 3-krotnie większa niż krajowych podmiotów. Ta dysproporcja będzie się tylko pogłębiać. Powód? Niewielkie zainteresowanie zakładaniem u nas nowych podmiotów - w ub.r. KNUiFE wydała zezwolenie tylko dla TUW Bezpieczny Dom.

Widoczne symptomy

Reklama
Reklama

Wiadomo było, że na początek uwaga zachodnich firm skupi się na segmencie klientów korporacyjnych. Jego wartość, biorąc pod uwagę przypis składki brutto, wyniosła w ub.r. 5,01 mld zł. Jak perspektywiczny jest to segment, świadczy ubiegłoroczny 18,4-proc. wzrost przychodów ze składek, dwukrotnie wyższy niż całego rynku. Pozyskanie klientów korporacyjnych jest o tyle łatwiejsze, że nie trzeba budować kosztownej sieci oddziałów, wystarczy pośrednictwo firm brokerskich.

Poza tym część filii zagranicznych firm miała wykupioną ochronę w ramach tzw. światowych programów. Ich obsługa powierzona była lokalnym operatorom, bądź polskim "spółkom" z grupy, np. Allianz czy Ergo. Teraz ci klienci są przejmowani przez centrale, bądź wyspecjalizowane podmioty. Ten transfer portfeli jest już widoczny. Z danych nadzoru wynika, że w ub.r. spadł przypis składki w ubezpieczeniach lotniczych i morskich, a te właśnie są domeną wielkich światowych firm asekuracyjnych.

Wygląda na to, że walka się dopiero zaczyna. I będzie ostra. Według KNUiFE, w ub.r. nasi ubezpieczyciele wystawili o 58,5 tys. polis firmowych mniej niż rok wcześniej. Tylko, bo jeśli zestawimy II półrocze ub.r. (a więc okres licencyjnej ekspansji europejskich firm) z analogicznym okresem 2003 r. ubytek ten wynosi już 781 tys. Jeśli nawet pominąć polisy OC i AC, których liczba zmniejszyła się o 0,5 mln (prawdopodobnie w grę wchodzi tu zmiana metodologii prezentacji danych), a także od wypadku i choroby, krajowe firmy zawarły w II półroczu ub.r. około 200 tys. mniej umów.

Obrona przez atak?

Ale wyniki całego roku pokazują, że na szczęście nie zamierzają łatwo oddać pola. Np. liczba typowych polis majątkowych i kradzieżowych zwiększyła się w ub.r. o blisko 317 tys. Kupili je zapewne drobni przedsiębiorcy. Teraz polscy ubezpieczyciele muszą tylko utrzymać tych klientów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama