Popularność rynku walutowego wśród inwestorów zaczęła szybko rosnąć na początku 2003 r., niedługo po tym, jak liberalizacja prawa dewizowego otworzyła wrota do legalnej spekulacji na foreksie. Boomowi na waluty sprzyjał marazm panujący wówczas na giełdzie w Warszawie - indeks WIG20 pozostawał w trendzie bocznym, a niska zmienność zniechęcała najbardziej aktywnych graczy do rynku kontraktów terminowych.
Forex zaczął zyskiwać wśród indywidualnych inwestorów opinię niemal raju dla spekulantów, gdzie cały czas panują trendy (w przeciwieństwie do rynku akcji, których kursy mogą nawet przez miesiące pozostawać w konsolidacji), analiza techniczna sprawdza się znacznie lepiej niż na innych rynkach, niskie koszty transakcyjne zachęcają do dużej aktywności, a ogromna dźwignia finansowa (1:100, a niekiedy nawet większa) umożliwia wykorzystywanie nawet niewielkich drgnięć kursów. Wizja szybkiego wzbogacenia się sprawiła, że na forex ruszyło liczne grono graczy, głównie tych zajmujących się daytradingiem, czyli spekulacją nastawioną na częste zawieranie transakcji (kilka, kilkanaście razy dziennie).
Rzeczywistość zweryfikowała te wyobrażenia. Pojawiły się różnego rodzaju problemy - począwszy od tych związanych z technicznym funkcjonowaniem platform handlu, a skończywszy na prostym fakcie, że forex nie zwalnia inwestora od konieczności stworzenia strategii, jej realizacji, radzenia sobie ze stratami i emocjami.
Zawodne platformy
Regularnie na internetowych forach dyskusyjnych dotyczących foreksu pojawiają się głosy niezadowolonych graczy, narzekających na problemy techniczne takie jak zerwane połączenia z platformą transakcyjną czy spowolnione przetwarzanie danych. Część tych problemów wynika z niedoskonałości samych systemów obrotu (które np. nie mogą poradzić sobie z nadmiarem zleceń w chwilach wzmożonego obrotu na rynku) lub też czynników niezależnych od brokerów (np. z winy dostawców usług internetowych). Kłopoty techniczne dają się we znaki zwłaszcza graczom nastawionym na częste zawieranie transakcji w ciągu dnia i stosującym dużą dźwignię finansową. Opóźnienie w realizacji zlecenia może wówczas oznaczać stratę gotówki lub utraconą okazję inwestycyjną. Z drugiej strony, podobne problemy techniczne zdarzają się też niekiedy w przypadku internetowych biur maklerskich, obsługujących rynek akcji i kontraktów terminowych.