Zazwyczaj firma rodzi się, gdy grono osób (biznesmenów) powołuje spółkę prawa handlowego. Cechą charakterystyczną minionych 15 lat było to, że owo grono "solidarnie" dzieliło między siebie funkcje w radzie nadzorczej i zarządzie.
Okres edukacji
Jeśli grono założycieli było niewielkie, często wystarczało ono do obsady zarządu i wówczas konieczny był dobór kilku osób z otoczenia biznesowego lub niekiedy z grona rodziny do składu rady nadzorczej. Patrząc na wiele spółek, które powstały w latach 90., a znajdujących się w orbicie obserwacji autora, można przyjąć, że wskazane wyżej zasady były regułą.
Efektem tej sytuacji było ograniczenie roli rady nadzorczej do formalnego spełnienia wymogów kodeksu spółek handlowych. Uczciwość zarządu, jego odpowiedzialność, a także szacunek do osób wybranych do rady nadzorczej były wyznacznikiem poziomu wiedzy i dopływu informacji do jej członków. Mogliśmy obserwować więc spółki, których zarządy (w których bardzo często zasiadali główni akcjonariusze) "zmuszały" rady nadzorcze do słuchania o sukcesach spółki, jej wynikach, problemach czy też nawet poszczególnych projektach. Dodatkowo kodeksowy organ nadzoru otrzymywał lekturę domową w postaci opinii biegłego rewidenta czy też wyników kontroli wewnętrznej. Po drugiej stronie bieguna dostrzegaliśmy piętnastominutowe posiedzenia rad nadzorczych, ograniczające się do podpisania protokołu oraz - obowiązkowo - listy wynagrodzeń.
Jak można więc scharakteryzować ów pierwszy rozdział funkcjonowania rady nadzorczej. Okres edukacji - to najlepsze określenie. Obserwacje autora wskazują, że w owych pierwszych latach w historii spółek szczególny nacisk jest położony na stronę formalną funkcjonowania rady nadzorczej - protokoły, uchwały, opinie biegłego rewidenta itd. Organizatorem tego obszaru był najczęściej zarząd. Cechą charakterystyczną był na pewno dobór członków rady nadzorczej, których "wspólnym mianownikiem" był przychylny stosunek do członków zarządu, a w szczególności do prezesa, który bardzo często dzierżył kontrolny pakiet akcji. Satysfakcja z zasiadania w radzie nadzorczej, z perspektywy czasu, była ściśle skorelowana z postawą zarządu i poważnym traktowaniem jej członków. Analizując zmiany kadrowe w składach rad nadzorczych "młodych" spółek, można zauważyć, że niekiedy rola klakiera nie jest akceptowana i mimo atrakcyjnych uposażeń wygrywa poczucie odpowiedzialności osobistej (niekiedy i karnej), a w efekcie do zarządu wpływa wniosek informujący o rezygnacji z zasiadania w tym organie spółki.