Przez ostatnie lata wobec ministerstwa skarbu padały liczne zarzuty o zły nadzór właścicielski nad spółkami z udziałem państwa. Zapowiedział Pan zmiany, które mają ten nadzór poprawić. Udało się je zrealizować?
Niektóre tak, inne są w toku. Mamy dokładnie zinwentaryzowane zasoby Skarbu Państwa, opracowaliśmy i opublikowaliśmy zasady nadzoru właścicielskiego. Sukcesywnie zmierzamy do stanu, kiedy w każdej radzie będziemy mieć pracownika MSP, który nie tylko czuwałby nad wypełnianiem oczekiwań Skarbu, ale też raportował na bieżąco o wydarzeniach w spółce. Stawiamy na osoby kompetentne, a nie z nadania politycznego czy o takie nadanie podejrzewane. Stąd m.in. wymóg odpowiedniego stażu pracy, w przypadku spółek strategicznych co najmniej 7-letniego. Podaliśmy też składy rad nadzorczych do publicznej wiadomości. Wprowadzamy także pewne restrykcje. Np. nie może być tak, że ktoś, kto nie sprawdził się w jednej spółce, zostaje desygnowany do rady nadzorczej w innej. Albo wycofuje się ze spółki, która mu nie odpowiada i ubiega się o inną. W takich przypadkach rezygnujemy z tej osoby.
Ale te nowe zasady nie objęłyby tych członków rad nadzorczych, którzy już zajmują stanowiska...
Złych przedstawicieli Skarbu Państwa zawsze można wymienić i w uzasadnionych przypadkach dokonujemy takich zmian. Ale jestem przeciwnikiem rewolucji. Stawiam na ciągłość. Nie ma sensu wprowadzania swoistej opcji zerowej choćby dlatego, że wielu przedstawicieli Skarbu Państwa rzetelnie wywiązuje się ze swoich obowiązków. A minister skarbu ponosi polityczną odpowiedzialność za dobór ludzi i jakość ich pracy.
W skutecznym nadzorze ma pomóc stworzenie czytelnych zasad i egzekwowanie ich przestrzegania. Trwają właśnie prace nad procedurami postępowania pracowników ministerstwa, które pomogą lepiej sprawować nadzór właścicielski.