Przebieg ostatnich sesji giełdowych sugeruje, że scenariusz w myśl którego istotny dołek, zgodnie ze wskazaniami cyklu 11-miesięcznego, ukształtuje się dopiero w maju, wciąż jest realny. Indeks WIG20 nie był w stanie w tym tygodniu zdecydowanie przebić poprowadzonej od lutowego szczytu spadkowej linii trendu. Należy zwrócić uwagę na stosunkowo niedużą aktywność uczestników rynku i w tej sytuacji dopiero kolejny tydzień przyniesie zapewne bardziej istotne rozstrzygnięcia. Nie byliśmy w ostatnich dniach świadkami żadnego istotnego napływu kapitału zagranicznego. Polski złoty stracił bowiem nieco na wartości względem kluczowych walut świata.
Wydarzeniem czwartku było utrzymanie na dotychczasowym poziomie oficjalnych stóp procentowych przez EBC. Z pozoru wydaje się, że interpretacja tej informacji powinna być pozytywna, gdyż świadczy ona o tym, iż uwarunkowania monetarne są wciąż korzystniejsze w strefie euro niż w USA (Fed od 30 czerwca 2004 ciągle podwyższa stopy, EBC trzyma je na zmienionym poziomie). O ile byłbym w stanie zgodzić się z interpretacją, w myśl której oznacza to szanse na kontynuację relatywnej siły indeksów giełdowych z Eurolandu w stosunku do indeksów w Stanach Zjednoczonych, o tyle martwi cos innego.
Warto prześledzić prognozy wzrostu gospodarczego dla strefy euro na rok 2005, zawarte w kolejnych biuletynach miesięcznych EBC. Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku eksperci tej instytucji spodziewali się, że w roku 2005 PKB w ujęciu realnym wzrośnie o 1,8-2,8%. W grudniu obniżyli prognozę do 1,4-2,4%. W marcu tego roku znów nastąpił oczekiwany, tym razem do 1,2-2,0 %. Po pierwsze świadczy to o tym, iż tamtejsza polityka pieniężna nie była zbyt skuteczna w pobudzaniu wzrostu gospodarczego. Po drugie zaś, ostrzega to przed możliwymi konsekwencjami wpływu wolniejszego od oczekiwanego realnego tempa zmian PKB w strefie euro, na wyniki finansowe spółek giełdowych notowanych w Warszawie. Zwłaszcza tych, których sprzedaż zorientowana jest na eksport.