Agencje doniosły, że przewodniczący OPEC szejk Ahmad Fahd al-Sabah "wierzy, że kartel zwiększy w maju dzienną produkcję o 500 tysięcy baryłek, mimo że ropa tanieje od kilku dni". To była wczoraj najważniejsza wiadomość dla inwestorów z rynku surowcowo-towarowego. Ropa light crude w Nowym Jorku staniała o 1,5%, do 52,54 USD za baryłkę.
Dla notowań ropy była to szósta sesja na minusie z rzędu - passa nienotowana od października 2003 r. Coraz dalej więc od rekordu z poprzedniego poniedziałku, kiedy surowiec osiągnął niebotyczną cenę 58,28 USD za baryłkę. Poza pomyślnymi doniesieniami z OPEC, rynek uspokoiła też wiadomość, że pracownicy sektora naftowego w Nigerii wycofali się z zapowiedzianego strajku.
Dla analityków to jednak za mało. Oczekują, że spodziewany w nadchodzących tygodniach wzrost popytu ze strony zmotoryzowanych - i możliwe problemy z rafinacją - znów mogą popchnąć ceny ropy w górę. Cały czas są widać pod wrażeniem niedawnego raportu banku Goldman Sachs, przewidującego wzrost notowań ropy nawet do 105 USD za baryłkę.
Taniejąca ropa w największym stopniu przyczyniła się do tego, że w zeszłym tygodniu indeks CRB Futures, opisujący notowania najważniejszych surowców z giełd za Atlantykiem, stracił aż 2,4%. Notowania nośników energii, do których oprócz ropy zalicza się olej opałowy i gaz, zniżkowały w minionych siedmiu dniach o ponad 7%. Spośród sześciu wyróżnianych w CRB grup surowcowych, zdrożały tylko surowce przemysłowe (o 1,3%) i metale szlachetne (o 0,7%)