Pierwsza w tym tygodniu sesja na rynku walutowym minęła bez większych emocji. Złoty zyskał na wartości - za dolara płacono 3,153 zł, czyli 2 grosze mniej niż na koniec poprzedniego tygodnia. Euro kosztowało 4,087 zł, czyli 1 grosz mniej. Jednak aktywność inwestorów pozostawiała dużo do życzenia. Dlatego wczorajsze ruchy trudno traktować jako istotne z punktu widzenia przyszłych zmian kursów. Taka teza wydaje się tym słuszniejsza, że nie doszło do zakończenia trwającej od dwóch tygodni konsolidacji. Dla pary USD/PLN wyznaczają ją poziomy 3,148-3,226 zł. Na razie wygląda na to, że jest ona jedynie przystankiem przed dalszym ruchem w dół naszej waluty. Dotarcie dolara do 3,3 zł jest jak najbardziej realne.

Na świecie notowania odbywały się pod dyktando wyczekiwania na wtorkową publikację danych o amerykańskim bilansie handlowym. Obawy o jego wielkość obniżały wartość dolara, ale w dość umiarkowanym stopniu. Niewykluczone że jesteśmy świadkami zmiany w myśleniu inwestorów - wysoki deficyt wzmacniałby zagrożenie szybszymi podwyżkami stóp, co dla amerykańskiego pieniądza byłoby korzystne. Dotąd inwestorzy skupiali się na tym, że do zmniejszenia nierównowagi konieczna jest deprecjacja dolara.