Połączone sejmowe komisje gospodarki i finansów publicznych opowiedziały się za SLD-owskim projektem ustawy, wprowadzającej górny pułap odsetek, jakie będzie można pobierać w Polsce. Jeśli ustawa zostanie uchwalona przez Sejm, maksymalne oprocentowanie kredytów i pożyczek (nie tylko udzielanych przez banki) będzie mogło stanowić czterokrotność stopy lombardowej ustalanej przez Radę Polityki Pieniężnej. Obecnie stopa lombardowa wynosi 7,5%, więc górny pułap oprocentowania wynosiłby 30%. Oprocentowanie niektórych pożyczek uwzględniające kwoty prowizji bywa nawet dwu- albo trzykrotnie wyższe.

Jaką część rynku objęłaby nowa ustawa? Zdaniem pragnącego zachować anonimowość prezesa jednej z działających w naszym kraju instytucji kredytowych, nowe regulacje dotyczyłyby klientów mniejszych banków specjalizujących się w "consumer finance" - udzielających pożyczek gotówkowych czy kredytów ratalnych. Ich udział w całym rynku kredytów dla osób fizycznych (obejmującym również kredyty mieszkaniowe) wynosi ok. 20%. W tym gronie są również gracze działający w jeszcze niższym segmencie rynku, jak Provident czy spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe. W sumie jest to kwota rzędu 15 mld zł.

Przeciwko ustawowemu limitowaniu wysokości oprocentowania wypowiadał się rząd, bank centralny oraz organizacje zrzeszające instytucje kredytowe.

Przedstawiciele sektora bankowego uważają, że stracą klienci, którym trudniej będzie o kredyt. W pierwszym rzędzie dotknie to osób o niższej zdolności kredytowej, które najczęściej zaciągają pożyczki gotówkowe i ratalne. Z czasem negatywne konsekwencje dotkną jednak pozostałych segmentów rynku detalicznego.

PAP