Pod koniec 2004 r. Bruksela opublikowała raport, jak poszczególne kraje członkowskie dostosowują się do dyrektyw dotyczących komunikacji elektronicznej i rynku telekomunikacyjnego. Wynika z niego, że państwa nie radzą sobie z monopolistycznymi praktykami narodowych operatorów (zwanych przez branżę "incumbentami"). KE zapowiedziała wtedy kontrolę przepisów w poszczególnych krajach "25" - w tym i w Polsce.
Wczoraj Komisja straciła cierpliwość. Uznała, że aż 10 państw zbyt wolno liberalizuje sektor. - Konkurencyjny rynek telekomunikacyjny ma olbrzymie znaczenie dla rozwoju gospodarki całej Unii - podkreślała Viviane Reading, komisarz do spaw społeczeństwa informacyjnego i mediów. Na liście "maruderów" znalazła się też Polska.
Jednym z istotniejszych zarzutów jest fakt, że użytkownicy telefonów w naszym kraju nie mają prawa do zachowania numeru w przypadku zmiany operatora. Według KE, stanowi to naruszenie praw konsumenckich. Polskę krytykuje się również za brak dostępu do służb ratunkowych przez numer 112. Okazuje się bowiem, że dzwoniąc pod ten numer, łączymy się często nie ze zintegrowanym centrum ratunkowym (łączy kompetencje Pogotowia, Straży i Policji), ale z najbliższym komisariatem.
Komisja zauważa także, że Polska nie wdrożyła dyrektywy o tzw. dostępie. Precyzuje ona warunki łączenia sieci dwóch operatorów (najczęstszy przypadek to odpłatna dzierżawa już istniejących łącz przez nowe firmy telekomunikacyjne od "incumbentów"). Przepisy unijne miały zapobiegać wykorzystywaniu pozycji monopolistycznej przez narodowych operatorów przy negocjacji cen dzierżawy. Tymczasem nasze krajowe prawo umożliwia Telekomunikacji Polskiej negocjacje nie tylko poziomu ceny, ale również technicznych warunków dopuszczenia innych telekomów do jej sieci. To nie podoba się Brukseli, ponieważ TP może w ten sposób blokować konkurencję. - Jest tzw. obowiązek negocjowania dostępu, a powinien być tylko obowiązek negocjowania połączenia sieci. Jest to pojęcie węższe. Polskie prawo idzie za daleko - mówili wczoraj eksperci KE.
Na razie, rząd dostał jedynie pisemne wezwanie do zmian prawa. Jeżeli nie zastosujemy się do uwag Brukseli, grozi nam proces w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości.