Od dzieciństwa nie cierpię grzebania w ziemi. Mimo to, w 1987 roku część lata spędziłem na podradomskich polach. Czas upływał mi na zbiorze i sortowaniu płodów rolnych, bardzo wątpliwej zresztą jakości. Rzecz jasna nie robiłem tego z własnej woli - byłem zmuszony. W tamtych czasach, aby zostać studentem, nie wystarczyło bowiem zdać egzaminu na wyższą uczelnię. Każdy przyszły żak musiał jeszcze odbyć tzw. praktykę robotniczą. Taką właśnie praktykę - w moim przypadku była to raczej praktyka robotniczo-chłopska - zaliczałem na PGR-owskich ugorach pod Radomiem. Moi koledzy, także przyszli studenci, oddawali się w tym czasie równie wzniosłym i rozwijającym intelekt zajęciom: wozili taczkami gruz, nosili cegły lub po prostu zamiatali przyzakładowe place, jeśli socjalistyczna ojczyzna nie wymyśliła dla nich niczego lepszego.

Na szczęście niedługo potem socjalizm splajtował i dzisiejsi magistrowie i inżynierowie już często nawet nie pamiętają, że kiedyś podczas praktyk z bliska poznawali życie codzienne klasy robotniczej PRL. Niedługo jednak III RP może im przypomnieć tamte czasy. Nie wszystkim oczywiście, ale przynajmniej tym, którzy są dziś bezrobotni.

Ministerstwo Gospodarki i Pracy wymyśliło dla nich "nowy mechanizm aktywizacyjny" w postaci "prac społecznie użytecznych". Gdy usłyszałem o ministerialnym pomyśle, od razu przed oczami stanęło mi "społecznie użyteczne" wykopywanie podgniłych kartofli z pięknej ziemi radomskiej. Analogii jest jednak więcej: sankcje w przypadku odmowy wykonania prac (bezrobotnemu grozić ma odebranie prawa do pomocy społecznej) czy mniej niż symboliczne wynagrodzenie (na "pracach społecznie użytecznych" ma się zarabiać ok. 180 zł miesięcznie).

Pomysł "nowego mechanizmu aktywizacyjnego" spotkał się szeroką krytyką i na szczęście nie wszedł wciąż w życie. Ale niezniechęceni tym urzędnicy resortu gospodarki i pracy już obmyślają jeszcze nowsze mechanizmy aktywizacyjne. Nie chcą na razie zdradzić, na czym miałby polegać. Mam wielką nadzieję, że dzięki szybkiemu rozwiązaniu parlamentu i dymisji rządu - na co są coraz większe szanse - idea "jeszcze nowszego mechanizmu aktywizacyjnego" nigdy nie wyjdzie poza ściany ministerialnych gabinetów.