Reklama

Złoty (?) eksport

Dane GUS i NBP dotyczące poziomu polskiego eksportu w styczniu okazały się zdecydowanie lepsze od oczekiwań, co wywołało entuzjazm ekonomistów1. Czyżby zatem rację mieli ci, którzy twierdzą, że kurs złotego ma niewielkie znaczenie dla polskiego eksportu i koniunktury gospodarczej?

Publikacja: 16.04.2005 08:51

Wykres górny przedstawia kurs euro w złotych oraz eksport w okresie od 2000 r. do stycznia 2005 r. Faktycznie, polski eksport w ostatnich latach rośnie i trudno dopatrzyć się jakiegoś związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy jego wartością a kursem euro. W styczniu roczna dynamika eksportu wyniosła blisko 30%. Zanim zaczniemy sobie gratulować, poczekajmy na dane za marzec. Warto bowiem zauważyć, że tak dobry wynik w styczniu zawdzięczamy w dużej mierze efektowi bazy, czyli relatywnie niskiemu poziomowi eksportu w styczniu 2004 r. W niniejszym artykule chciałbym jednak zwrócić uwagę na trzy inne kwestie.

Odrabianie zaległości

Po pierwsze - wzrost eksportu (i importu) na przestrzeni ostatnich miesięcy i lat nie powinien być zaskoczeniem. Wartość eksportu przypadającego na jednego mieszkańca jest w Polsce sześciokrotnie niższa niż w Unii Europejskiej. Złe porównanie? Spójrzmy zatem na kraje naszego regionu. Eksport na jednego mieszkańca w Czechach i na Węgrzech jest aż trzykrotnie wyższy niż w Polsce. Wzrost wartości eksportu w ostatnich miesiącach i latach jest po prostu próbą nadgonienia zaległości historycznych. Do tego należałoby dodać impuls związany z wejściem naszego kraju do struktur europejskich i otwarciem rynków unijnych od maja 2004 r.

Nierynkowy eksport

Po drugie - eksport eksportowi nierówny. Eksport można podzielić na wiele kategorii. Dla mnie najważniejszy jest podział na eksport rynkowy i nierynkowy. Brzmi to kontrowersyjnie, ale już spieszę z wyjaśnieniem, o co chodzi. Eksport rynkowy to ta część eksportu, którą - jak sama nazwa wskazuje - obowiązują zasady rynkowe. Eksport nierynkowy to z kolei ta część eksportu, w przypadku którego zasady rynkowe obowiązują w niewielkim stopniu albo wręcz w ogóle. Eksport nierynkowy to na przykład produkcja w Polsce przez spółki córki wyrobów na potrzeby zagranicznych spółek matek, a następnie transfer tych produktów w ramach międzynarodowej struktury spółek matek.

Reklama
Reklama

Aby było bardziej obrazowo, posłużę się giełdowymi przykładami. Z branż szeroko reprezentowanych na warszawskiej giełdzie, a jednocześnie takich, w przypadku których mamy już coś do powiedzenia w Europie, można wymienić producentów płytek ceramicznych i - przynajmniej do niedawna (przed wycofaniem Stomilu Olsztyn) - producentów opon. Producenci płytek są (w większości) w rękach rodzimych inwestorów i jeszcze nie trafili pod skrzydła międzynarodowych koncernów. Im, mówiąc trywialnie, sprzedaży eksportowej nikt nie załatwi. Muszą walczyć o klienta w Europie, ale dzięki temu są pełnoprawnymi graczami rynkowymi. Producenci opon, zresztą jak coraz większa część polskiej gospodarki, są spółkami córkami wielkich korporacji międzynarodowych. W ich przypadku o produkcji eksportowej decydują głównie inne czynniki niż walutowe, a decyzje podejmowane są w odległych centralach. Być może stwierdzenie, iż producenci opon nie są graczami rynkowymi, byłoby przesadą, wszak muszą walczyć chociażby o rynek krajowy, ale w przypadku ich poczynań eksportowych można zaryzykować tezę, że raczej nie są.

Tani przerób

Przyznam szczerze: nie znalazłem danych statystycznych, które pozwalałyby oszacować wielkość polskiego eksportu rynkowego i nierynkowego. Biorąc jednak pod uwagę obecną strukturę własnościową w dużych spółkach-eksporterach, tendencję ogólnoświatową polegającą na koncentracji udziałów rynkowych w poszczególnych sektorach przez niewielką liczbę wielkich korporacji oraz informacje o przenoszeniu ośrodków produkcyjnych z krajów tzw. Starej Europy do państw Nowej Europy, znowu zaryzykuję - udział eksportu nierynkowego w polskim eksporcie ogółem jest wysoki już obecnie, a w przyszłości będzie jeszcze wyższy.

Co to oznacza? W ciągu ostatniego roku kurs złotego umocnił się do euro o ok. 20%. Dla eksporterów rynkowych to poważny cios, szczególnie jeśli poziom rentowności eksportu nie był wysoki, otwarta pozycja walutowa była duża i nie zabezpieczona. W ciągu roku polskie produkty stały się droższe o ok. 20% w walucie europejskiej, a przez to zdecydowanie mniej atrakcyjne. Rynkowi eksporterzy zaczęli - przynajmniej częściowo - wycofywać się z eksportu. Co więcej, teraz muszą jeszcze bardziej konkurować o rynek krajowy, bo importowane produkty stały się znacznie tańsze. Jednego możemy być jednak pewni - podmioty działające na warunkach rynkowych szybko się nie poddadzą. Będą walczyć do końca, nawet jeśli w przyszłości euro będzie kosztować 3,5 zł. Będą walczyć marżami, obniżając ceny, i kosztami, poszukując oszczędności i wzrostu wydajności. Dlaczego? Bo nie mają innego wyboru.

Z kolei eksporterzy nierynkowi wprawdzie również doświadczyli umocnienia złotego w stosunku do euro, ale najczęściej są w komfortowej sytuacji, bo przecież pracują na rzecz swoich spółek matek, dla których mocny złoty nie stanowi istotnego problemu.

Co na to statystyki? Eksporterzy rynkowi pewnie przystąpili już do częściowego wygaszania kontraktów eksportowych (w dużym stopniu tempo wygaszania jest uzależnione od rentowności kontraktów). Ale to trwa. Poza tym, jeśli zdobyło się już klienta, to walczy się o niego nawet, jeśli rentowność kontraktu jest bliska zera. Z kolei eksporterzy nierynkowi w większości jak eksportowali, tak eksportują dalej. Co więcej, biorąc pod uwagę tendencję do przenoszenia produkcji z krajów Starej Europy do Nowej, możemy liczyć na... dalszy wzrost eksportu. Problem w tym, że będzie to eksport nierynkowy, przerobowy, a w przyszłości decyzje, które go dotyczą, nie będą podejmowane przez polskie przedsiębiorstwa, ale przez zagraniczne spółki matki.

Reklama
Reklama

Co się komu opłaca?

Trzecią kwestią, na którą chciałbym zwrócić uwagę, jest rentowność eksportu. Zachwycanie się rosnącym poziomem eksportu przypomina zachowanie niedoświadczonego analityka giełdowego, który cieszy się ze wzrostu przychodów spółek. Problem w tym, że celem działania spółek nie jest generowanie przychodów ze sprzedaży, w tym przychodów eksportowych, ale zysków.

Umocnienie złotego w stosunku do euro o 20% w ciągu ostatniego roku spowodowało dramatyczne załamanie rentowności eksportu. Jeśli ktoś ma wątpliwości, proszę spojrzeć do tabeli, w której przedstawiono wybrane pozycje z ostatnich raportów kwartalnych kilku przykładowych spółek-eksporterów notowanych na warszawskiej giełdzie. Wprawdzie na poziomie przychodów netto ze sprzedaży spółki jeszcze sobie radzą, ale już na poziomie zysku ze sprzedaży widać znaczący spadek zyskowności w stosunku do analogicznego okresu roku 2003, kiedy uwarunkowania walutowe były zdecydowanie korzystniejsze niż obecnie.

Zyski spadną

Bieżący rok zapowiada się pod tym względem jeszcze gorzej. Zyski spółek-eksporterów najprawdopodobniej nadal będą spadać, chyba że ostatnie osłabienie złotego będzie zjawiskiem trwałym. Giełdowi inwestorzy już od kilku miesięcy dyskontują te oczekiwania. Mimo iż główne indeksy warszawskiej giełdy w lutym osiągnęły nowe rekordowe poziomy, ceny akcji spółek-eksporterów straciły kilkadziesiąt procent w ciągu kilku miesięcy. Wykres dolny przedstawia kształtowanie się cen akcji wybranych spółek-eksporterów (dla porównywalności przyjęto, że 30 czerwca 2004 r. w każdym przypadku było to 100 zł) na tle Warszawskiego Indeksu Giełdowego (który również dla porównywalności został stosownie przeliczony).

Efektem mocnego złotego i spadku rentowności spółek-eksporterów będzie - wspomniane już wyżej - obniżanie cen przez producentów i poszukiwanie oszczędności kosztowych, łącznie z zamrażaniem płac, a nawet, niestety, redukcją zatrudnienia. W konsekwencji w statystykach już zaczynamy dostrzegać niższy poziom indeksu cen producentów, niższą stopę inflacji i niższe tempo wzrostu gospodarczego od wielkości wcześniej oczekiwanych.

Reklama
Reklama

Reasumując, to prawda, że poziom polskiego eksportu w ostatnich latach nie był tak mocno powiązany z kursem złotego, jak mogłoby się wydawać. Nie podzielam jednak optymizmu niektórych ekonomistów. Wzrost eksportu jest raczej wynikiem nadrabiania zaległości historycznych, otwarcia rynków unijnych i rosnącego udziału eksportu nierynkowego w ramach wielkich międzynarodowych korporacji, które coraz częściej wybierają Polskę jako miejsce - mówiąc wprost - taniego przerobu. Tymczasem eksporterzy rynkowi próbują przetrwać 20-proc. umocnienie złotego w stosunku do euro. Oby przetrwali, bo to oni reprezentują "niewidzialną ręką rynku". Co do 30-proc. dynamiki eksportu w styczniu - poczekajmy na dane za marzec.

Autor jest wiceprezesem ING Investment Management (Polska) i ING Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych, a także adiunktem w Szkole Głównej Handlowej.

1 Por. Złoty eksport, "Gazeta Wyborcza", 1.04.2005, Eksport wyższy od importu, "Rzeczpospolita", 1.04.2005 czy Eksport rośnie aż miło, "PARKIET", 1.04.2005.

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama