Za sieć Stanley Leisure William Hill może zapłacić nawet 500 mln funtów (945 mln USD). O tym, że negocjacje są zaawansowane, może świadczyć fakt, że zarząd William Hill wstrzymał do czasu zakończenia rozmów wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy (miał przeznaczyć na ten cel 453 mln funtów). Jeśli dojdzie do przejęcia, wówczas nie będzie podziału zysku z inwestorami - oficjalnie zapowiedziano.

Londyński William Hill, który w ub.r. odnotował 19-proc wzrost zysku, do 148,3 mln funtów, planuje rozwój działalności poprzez przejęcia innych firm przyjmujących zakłady. Firma natomiast nie zamierza dalej inwestować w kasyna (jedna trzecia przychodów spółki pochodzi z tego rodzaju działalności), ze względu na spodziewane zaostrzenie przepisów prawnych regulujących ten rynek.

William Hill jest właścicielem 1600 punktów bukmacherskich na terenie Wielkiej Brytanii. Sieć Stanley Leisure ma ponad 600 takich placówek. Po wchłonięciu mniejszego rywala druga co do wielkości sieć zakładów na Wyspach mogłaby się więc znacznie zbliżyć do lidera - Ladbrokes, który ma obecnie 2377 oddziałów.

Analitycy sceptycznie wypowiadają się o zapowiadanej transakcji. - Oddziały Stanleya nie są na tyle atrakcyjne, by płacić za nie dużo. Jeśli William Hill wydałby na nie powyżej 500 mln funtów, wówczas nie wydaje się to korzystną transakcją - mówi, cytowany przez Bloomberga, Paul Leyland, analityk z londyńskiego biura Seymour Pierce. Także inwestorzy nie wyrazili entuzjazmu z powodu zapowiadanej transakcji, tym bardziej że grozi im utrata dywidendy. Kurs William Hill spadł na początku wczorajszej sesji w Londynie o 3,1%. Wzrosły natomiast, prawie o 5%, notowania Stanley Leisure.

Bloomberg