Kwiecień, jak na razie, nie jest dla inwestorów okresem szczęśliwym, czego można było się obawiać patrząc na historyczne miesięczne stopy zwrotu na GPW. Wczorajsza sesja przyniosła spadki o pokaźnym rozmiarze, wraz z testowaniem dołków sprzed miesiąca - co ciekawe indeks budapeszteńskiej giełdy zachowuje się bliźniaczo i kreśli dokładnie taki sam wzór. Za bezpośrednią przyczynę przyspieszenia trendu uznać można gwałtowne pogorszenie nastrojów na giełdach zachodnich, w tym w Stanach Zjednoczonych. Widać jak na dłoni, że ostatnia siła dolara światowym giełdom nie służy i może prowokować "powrót" kapitału do kraju pochodzenia.
Kolejne czynniki, które będą mieć w najbliższych tygodniach wpływ na rynek, to nowe emisje oraz niepewność związana z terminem i wynikiem wyborów. Wygląda na to, że jeszcze przed wakacjami na rynek trafią akcje dwóch-trzech dużych spółek; wydaje się, że ostatnie osłabienie PKN częściowo wynika z przygotowywania portfeli instytucjonalnych na ofertę Lotosu. Przykład sprzedaży PKO BP pokazuje, że z takimi dostosowawczymi ruchami będziemy mieli do czynienia aż do około miesiąca przed terminem oferty. A więc do maja rynek może spokojnie zejść kolejne 7-10% od obecnych cen.
Zbliża się czas publikowania raportów finansowych za pierwszy kwartał. Można się niestety spodziewać, że układ kursów walutowych nie sprzyjał zanadto firmom sektora produkcyjnego, zwłaszcza tym, które eksportują sporą część produkcji. Obawiam się, że wiele firm z sektora chemicznego czy drzewno-papierniczego może jedynie pomarzyć o koniunkturze roku 2004 r. W tej sytuacji myślę, że w najbliższym czasie inwestorzy będą preferować akcje spółek o mniejszej zmienności zysków i raczej defensywnym charakterze.
Zwróć uwagę:
Echo - wprowadzenie MSSF pozwoli w końcu oszacować godziwą wartość aktywów spółki; myślę, że może ona sięgnąć 100 złotych na akcję, nie licząc nieukończonych projektów.