Nerwowy początek tygodnia mają za sobą inwestorzy. Poniedziałkowe sesje na świecie, po nieudanym ubiegłym tygodniu, znów zaczęły się od silnego spadku cen akcji. Zaczęło się w Azji, gdzie japoński wskaźnik Nikkei 225 zanotował najsilniejszą zniżkę od 11 miesięcy, o 3,8%. Później rozpoczęły się sesje w Europie i nastroje nie były lepsze. Główne indeksy już na początku sesji potraciły ponad 2%. Powód zdecydowanej wyprzedaży akcji należy doszukiwać się w wynikach spółek. Wczoraj rozczarowujące rezultaty przedstawił Philips - europejski potentat branży elektronicznej. Holenderski koncern zanotował prawie 80-proc. spadek zysku w I kwartale (jego akcje staniały o 3,3%), co źle wróży całej światowej branży high-tech. W ślad za nim staniały walory takich spółek, jak Alcatel, SAP, Samsung czy Sony. Londyński wskaźnik FT-SE 100 spadł wczoraj o 1,32 %, frankfurcki DAX o 2,55%, a paryski CAC-40 zniżkował o 2,05%.
Nastroje inwestorów na całym świecie poprawiły się nieco po otwarciu giełd amerykańskich. Główne indeksy w pierwszej połowie sesji bądź stały w miejscu, bądź umiarkowanie spadały. Może to oznaczać, że najgorsze, przynajmniej na razie, rynki mają za sobą. Trudno się bowiem spodziewać żeby po dość udanych poniedziałkowych sesjach na największych światowych giełdach za Atlantykiem, we wtorek indeksy z Europy i Azji znów mocno traciły na wartości. Ponieważ w poniedziałek nie publikowano w USA żadnych raportów makroekonomicznych, impulsem, który zachęcił do odkupywania przecenionych akcji, mogły być dość dobre wyniki spółek. Nieco lepsze od oczekiwanych rezultaty przedstawił np. koncern chemiczny 3M (członek średniej przemysłowej Dow Jones). Optymistyczny okazał się też raport Bank of America. Z innych wydarzeń na zachowanie inwestorów mogło wpłynąć też ogłoszenie fuzji w branży high-tech, między spółkami Adobe i Macromedia, wycenionej na 3,4 mld USD. Do godz. 22.00 naszego czasu indeks Dow Jones spadł o 0,15%, a technologiczny Nasdaq Composite zyskał 0,29%.