Czy rzeczywiście grozi nam kryzys walutowy? Tak twierdzi główny ekonomista Deutsche Banku, odpowiadając na pytanie, jakie będą konsekwencje francuskiego "nie" dla europejskiej konstytucji. No więc jak to jest z tym kryzysem?
Zacząć trzeba od tego, że - jak to zwykle w takich sytuacjach bywa - nic nie jest pewne. Teoretycznie więc kryzys może wystąpić zawsze i wszędzie bez względu na rozmiar kraju i sytuację gospodarczą. Tyle tylko, że od możliwości, do wysokiego prawdopodobieństwa zaistnienia jakiegoś faktu droga daleka.
Pierwsza sprawa to uzmysłowienie sobie konsekwencji odrzucenia konstytucji europejskiej. I już na tym etapie mamy problem. Są bowiem tacy specjaliści, według których oznaczałoby to w praktyce koniec Unii Europejskiej, jako takiej. A w każdym razie początek końca. Jeśli tak podejdziemy do sprawy, to rzeczywiście możemy zacząć realnie rozważać dramatyczne wycofywanie kapitału z tych krajów, które wyraźnie odbiegają od średnich standardów UE. Nie ma co ukrywać, wciąż jesteśmy krajem biednym, w dodatku tak naprawdę bez stabilności politycznej i jeśli skądś miałby ten kapitał uciekać, to na pewno szybciej od nas niż np. z Niemiec. W takim scenariuszu możemy sobie zatem wyobrazić możliwość wystąpienia kryzysu, nie tylko zresztą walutowego. Konsekwencją byłyby pewnie podwyżki stóp procentowych, być może także interwencje walutowe itd., itp. Ziściłaby się więc apokaliptyczna wizja ekonomisty Deutsche Banku.
Jednak zdaniem znacznej części obserwatorów, ewentualne francuskie czy też jakiejkolwiek innej społeczności, "nie" wcale nie będzie oznaczało początku końca Unii. Dlaczego mielibyśmy zakładać, że innego kompromisu w kwestii ustawy zasadniczej nie dałoby się uzgodnić? Odrzucenie konstytucji opóźniłoby proces konsolidacji Unii, a także jej rozszerzania, ale nie musiałoby tego procesu niweczyć.
Wydaje się więc, że jedyny realny negatywny scenariusz mógłby zakładać oddalenie się terminu naszego wejścia do strefy euro. Opóźnienie postępów integracji w ramach unii mogłoby doprowadzić do opóźnienia integracji walutowej, czyli rozszerzania Unii walutowej. I to rzeczywiście mogłoby spowodować odpływ kapitału. Nie sądzę jednak, aby był to odpływ gwałtowny i ogromny, a więc nawet w takiej sytuacji trudno byłoby mówić o kryzysie. Poza tym, dlaczego miałaby zostać podjęta polityczna decyzja o opóźnieniu procesu poszerzenia strefy euro tylko dlatego, że nie została przyjęta unijna konstytucja w formie w tej chwili proponowanej? Unia radziła sobie bez konstytucji, dlaczego nie miałaby sobie radzić bez niej dalej?