Wraca temat terminu wyborów. Rzecz oczywiście ważna, ale tak naprawdę o wiele ważniejsze jest to, co naprawdę będziemy wybierać. W końcu chodzi o to, czy mamy żyć w Polsce PO, czy też może w IV RP PiS, albo w państwach Samoobrony czy LPR. Wiemy jedynie, jaka jest Polska koalicji UP/SLD i SdPl, a ta - jak wynika z sondaży - podoba się niewielu. Ale czy kraj, który chcą nam zbudować inne partie, będzie lepszy? Nie wiadomo.
Jeszcze nie wiadomo. Bo uważam, że można zaoszczędzić wyborcom tego skoku na głęboką wodę i zapoznać ich z tym, co będzie po wyborach. Wystarczy, by partie polityczne musiały przygotować gry komputerowe, w czasie rzeczywistym i online, w którym zaznajamiałyby wyborców ze swoją wizją Polski. Żeby każdy mógł wejść, nacieszyć oczy i dowiedzieć się, jak będzie wyglądać jego życie codzienne, gdy odda głos na partię Y czy Z.
Wyobrażacie sobie Państwo te tłumy internautów, które waliłyby do wirtualnej Polski Leppera? Nie tylko, żeby obejrzeć, ale przede wszystkim - żeby się wcielić. W drobnych sklepikarzy, bronionych przed hipermarketami i pracą w niedzielę, w chłopów, którzy dzięki pracy na kilku hektarach opływają w dobrobyt i dostatek, bo granice zostały zamknięte przed tanim zbożem z Ukrainy czy Argentyny. A jak komuś mimo wszystko się nie spodoba, może sobie coś zablokować.
Być może jednak większym wzięciem cieszyłoby się państwo Ligi Polskich Rodzin. W jej świecie tradycja w dziedzinie społecznej łączyłaby się z obroną polskich interesów w sferze gospodarczej. Na innym serwerze moglibyśmy się dowiedzieć, jak działa internetowa Komisja Prawdy i Porządku (której chce PiS) i jak bardzo zaostrzenie prawa karnego poprawiłoby bezpieczeństwo na ciemnych ulicach po zmierzchu.
W liberalnym świecie PO mielibyśmy raj i dla biznesmenów, i dla tych, którzy chcą sprawy dopiero wziąć w swoje ręce. Tam założenie wirtualnego biznesu rzeczywiście trwałoby kilkanaście minut.