Sesja zaczęła się od próby odbicia. Zapału nie starczyło jednak nawet na choćby dwie godziny. Później WIG20 ruszył ponownie szybko w dół, co świadczy o słabości byków. Po południu notowaniom zaszkodziły doniesienia o wyższej od oczekiwań inflacji w USA. Nastroje były na tyle kiepskie, że zignorowano nawet lepsze wyniki kilku dużych spółek zza oceanu.
Sytuacja techniczna indeksów nie wygląda optymistycznie. WIG20 znajduje się w średnioterminowym trendzie spadkowym, zmierzając ku wsparciu w postaci tegorocznego, styczniowego minimum. Znajduje się ono dopiero na wysokości 1832 pkt. Z długoterminowego punktu widzenia trwające od lutego spadki to jedna z najsilniejszych korekt w trakcie dwuletniej hossy. Wyprzedanie wskaźników nie jest na razie tak znaczne, by można było oczekiwać rychłego zakończenia fali zniżkowej. Pod tym względem sytuacja wygląda gorzej niż w połowie marca, kiedy spadki już wyhamowywały. Co prawda oscylator stochastyczny jest już nisko, ale histogram MACD jest jeszcze sporo wyżej niż w ubiegłym miesiącu. Tymczasem to właśnie skrajne wyprzedanie tego drugiego wskaźnika pozwalało w marcu trafnie prognozować nadchodzące odbicie.
Kolejnym niekorzystnym czynnikiem jest fakt, że spada niemal cały rynek akcji, a nie tylko pojedyncze blue chips. Właściwie największe spółki dopiero dołączyły do przeceny, która od dłuższego czasu dotyka wielu średnich i mniejszych firm. W trendzie spadkowym znalazł się Indeks Cenowy PARKIETU obejmujący wszystkie giełdowe spółki. Pokonuje on kolejne wsparcia. Wczoraj znalazł się poniżej dołka z października ub.r. Decydują się losy indeksu średnich spółek MIDWIG-u. Znalazł się on w pobliżu dolnego ograniczenia blisko rocznego trendu bocznego. Z uwagi na to, że jest to najdłuższa konsolidacja w historii tego indeksu, ruch, który po niej nastąpi, może wynieść nawet kilkaset punktów. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że trendy na rynku "średniaków" były w przeszłości stabilniejsze (pozbawione większych korekt) w porównaniu z WIG20.