Wprawdzie notowania rozpoczęły się pod poziomem zamknięcia poprzedniej sesji, ale różnica ta została błyskawicznie zniwelowana. Popyt był na tyle śmiały, że jeszcze przed rozpoczęciem notowań na rynku akcji ceny kontraktów notowały już kilkanaście punktów na plusie. Kasowy nie rozczarował. Indeks także dobrze rozpoczął sesję, a inwestorzy chętnie kupowali akcje. Popyt poczynał sobie śmiało, jakby zapominając o ostatnich sesjach. Przecież jeszcze dzień wcześniej na podobnych poziomach gracze uciekali z rynku.

Kupno na kasowym było wiarygodne, ale za takie nie można było uznać popytu na rynku terminowym. Tu w dużej mierze zwyżka była wynikiem ucieczki posiadaczy krótkich pozycji. Gdy ceny rosły, szybko spadała liczba otwartych pozycji. To nie gracze liczący na wzrost cen byli aktywni, ale ci, którzy się tego wzrostu obawiali. To, niestety, nie jest zdrowe źródło popytu. Tym samym potwierdza to tezę, że wczorajsza zwyżka była tylko częścią ruchu korekcyjnego. W końcu od kilku dni rynek dość silnie spadał i korekta nie jest tu niczym zaskakującym. Tym bardziej że jej umiejscowienie też nie jest zaskoczeniem.

Minimum spadku mamy na 1862 pkt, czyli ok. 10 pkt nad poważnym poziomem wsparcia. Jest nim linia dolnego ograniczenia formacji klina zwyżkującego. Jest to formacja kreślona już od wakacji 2003 roku. Dolne ograniczenie oparte jest o dołki z 20 listopada 2003 roku i 13 sierpnia 2004 roku. Teraz zbliżyliśmy się do niej po raz trzeci (w styczniu br. niewiele brakowało). Tak ważne wsparcie wyzwala pokusę zagrania na odbicie. Stąd m.in. zapewne wczorajszy popyt. Popyt ryzykantów, bo samo istnienie wsparcia to chyba trochę mało do gry na zwyżkę. Wydaje się, że warto poczekać na wiarygodne sygnały kupna. Wczoraj ich jeszcze nie było.