Reklama

Huśtawka nastrojów

Nie pojawiły się powody, dla których czwartkową poprawę koniunktury na parkietach w USA można byłoby traktować jako coś więcej niż dopełnienie ruchu powrotnego do przełamanego 15 kwietnia wsparcia w okolicy 1160 pkt dla S&P 500. Dalsza zniżka jest zatem najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.

Publikacja: 23.04.2005 08:33

Dwa ukształtowane coraz niżej dołki na wykresie S&P 500 potwierdzają, że kupujący amerykańskie akcje znajdują się od kilku tygodni w odwrocie. Indeks opuścił też czteromiesięczną konsolidację, co każe spodziewać się osiągnięcia przynajmniej 1100 pkt. Natomiast negatywna dywergencja na tygodniowym MACD, najniższy poziom od sierpnia minionego roku dziennego MACD, czy przecięcie od góry 100-sesyjnej średniej kroczącej przez średnią kroczącą z 45 sesji przestrzegają przed dłuższym okresem dekoniunktury.

Szczyt z początku 2004 roku działa jak magnes

Wiele elementów wskazuje na to, że amerykańskie giełdy znalazły się w kluczowym miejscu z punktu widzenia możliwości kontynuacji dwuletniej hossy. Patrząc na średnią kroczącą z 250 sesji dla S&P 500, która wyraża przeciętną wartość indeksu za ostatnie 12 miesięcy, widzimy, że w tym roku ma ona ogromne trudności z podtrzymaniem dotychczasowego tempa wzrostu. W kwietniu średnia przyrastała o zaledwie 0,1% na sesję, podczas gdy w I kwartale tempo to było dwukrotnie większe, w IV kwartale 2004 r. 3,5-krotnie większe, a w całym 2004 r. - 6 razy. Jednocześnie indeks znów ma trudności z pozostaniem powyżej średniej. Jak pokazują doświadczenia z drugiej połowy minionego roku, to niekoniecznie musi oznaczać powstanie sygnału sprzedaży. W sierpniu 2004 r. S&P 500 znalazł się 2,6% poniżej 250-sesyjnej średniej kroczącej, następnie w październiku o 1,3% przekroczył ją w dół. Jednocześnie fala wzrostowa, rozpoczęta na przełomie III i IV kwartału 2004 r. po testowaniu średniej, była dość słaba i pozwoliła indeksowi w szczytowych punktach oddalić się od niej na 7,5%. Podczas zwyżki z 2003 r. w kulminacyjnym momencie było to ponad 17,5%.

Wobec powyższego warto obserwować zachowanie indeksu wobec 250-sesyjnej średniej - spadek S&P 500 o więcej niż 2,6% poniżej niej byłby kolejnym argumentem przemawiającym za rozpoczęciem głębszej i trwalszej przeceny na parkietach w USA. W tej sytuacji graniczną barierę można wyznaczyć na poziomie 1117 pkt.

Wykres miesięcznej stopy zwrotu, która w przypadku indeksu S&P 500 od początku 2004 r. zmienia się bardzo regularnie w przedziale +/-5%, wysyła uspokajające sygnały. Podczas ostatniej fali spadkowej kupując akcje wchodzące w skład "pięćsetki" i trzymając je przez miesiąc można było maksymalnie stracić 3,8%. Zatem dynamika wyprzedaży nie odbiegała od obserwowanej w poprzednich kilkunastu miesiącach. Kluczowe będzie teraz to, w jak dużym stopniu wykres miesięcznej stopy zwrotu wzrośnie. Poprzednim razem, gdy ustanawiał dołek pod koniec stycznia tego roku, zdołał dotrzeć do zaledwie 3%. Jeśli teraz w kolejnych dniach nawet tego nie uda się osiągnąć, będziemy mieli kolejny znak słabnięcia popytu. Gdyby indeks S&P 500 poniósł przez miesiąc stratę większą niż 5%, otrzymalibyśmy ostateczny sygnał, że rynek znalazł się w objęciach bessy. Taka sytuacja może jednak wystąpić dopiero w bardziej zaawansowanym stadium trendu malejącego. Obecnie bardziej wartościowe sygnały będą płynąć z obserwacji tego, jak bardzo podniesie się stopa zwrotu po ustanowieniu dołka.

Reklama
Reklama

Wyjście S&P 500 ponad 1175 pkt, gdzie przebiega linia blisko dwumiesięcznej tendencji spadkowej, negowałoby pesymistyczne przewidywania.

Rynki wschodzące

wciąż słabe

Dalsze pogorszenie koniunktury odnotowały emerging markets. Indeks MSCI dla tej grupy rynków, wyrażony w lokalnych walutach, stracił ok. 1%, w przeliczeniu na dolary prawie nie zmienił wartości. Indeksy wielu najbardziej znaczących giełd znalazły się z powrotem na poziomie z początku 2004 r. Dotyczy to brazylijskiej Bovespy, koreańskiego Kospi, argentyńskiego Mervala, Hang Senga z Hongkongu. Ten ostatni indeks, tak jak tajlandzki SET i rosyjski RTS, nie zdołał w poprzednich miesiącach przebić się ponad ubiegłoroczną górkę. Również nasz WIG20 wrócił w pobliże maksimum z wiosny 2004 r. Widać więc pewną zbieżność zachowań tych wskaźników.Indeks emerging markets w wyniku marcowo-kwietniowej wyprzedaży znalazł się poniżej szczytu ustanowionego na początku tego roku. Przełamanie tego ważnego wsparcia oraz pojawienie się na wykresie dwóch coraz niżej położonych minimów są oznaką wejścia w trend zniżkowy. Słabe notowania w ostatnim tygodniu przemawiają za jego kontynuacją.

Powtórka z 2000 roku?

Po raz pierwszy od dwóch lat roczna zmiana wskaźników wyprzedzających koniunktury (LEI) jest ujemna. Rok temu wzrost zbliżał się do 5%. Z bardzo podobną sytuacją - spadek rocznej dynamiki wzrostu LEI i nowy szczyt na rynku akcji - mieliśmy do czynienia w 2000 r. Wtedy osiągnięcie przez zmianę indeksu LEI ujemnej wartości zbiegło się w czasie z rozpoczęciem mocniejszej wyprzedaży na szerokim rynku w Stanach Zjednoczonych. Segment technologiczny zniżkował wtedy już od pół roku. Analiza techniczna podpowiada, że podobny scenariusz może się zrealizować również i teraz.

Reklama
Reklama

Równocześnie średnioroczna inflacja w dalszym ciągu zwiększa się. W przypadku wskaźnika cen producentów PPI sięgnęła najwyższego poziomu od II połowy 1991 r., a bazowego PPI od IV kwartału 1996 r. Lepsza sytuacja jest w odniesieniu do inflacji konsumenckiej (średnioroczny CPI jest najwyżej od IV kwartału 2001 r., bazowy od wiosny 2003 r.). Taka sytuacja stwarza presję albo na marże przedsiębiorstw (jeśli nie będą przenosić wyższych kosztów na odbiorców) albo na stopy procentowe (jeśli CPI będzie dalej rosnąć, wymuszając podwyżki kosztów pieniądza i sprzyjając wzrostowi rentowności obligacji). Wobec powyższego przestaje dziwić, że w komentarzach części specjalistów zaczyna pojawiać się słowo stagflacja.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama