- Od dawna wiadomo, jakiego rezultatu się spodziewać. Wyrok będzie skazujący - mówi Siergiej Paszin, cytowany przez Bloomberga były rosyjski sędzia, a teraz wykładowca w Moskiewskim Instytucie Gospodarki, Polityki i Prawa. Dodaje przy tym, że dowody na Chodorkowskiego dostarczone przez prokuraturę są bardzo słabe.
Sprawa dawnego miliardera i szefa koncernu naftowego Jukos toczy się od półtora roku. Chodorkowski trafił za kratki jesienią 2003 r., kilka miesięcy po aresztowaniu swojej prawej ręki, Płatona Lebiediewa. Obu oskarżono o malwersacje przy prywatyzacji Jukosu i oszukiwanie fiskusa. Grozi im po dziesięć lat więzienia.
Oskarżeni od początku nie przyznawali się do winy, twierdząc, że działania rosyjskich władz (po aresztowaniach prezesów przypuściły ofensywę przeciw Jukosowi, który szybko stracił pozycję lidera w branży naftowej w Rosji) były motywowane politycznie. Chodorkowski popierał partie niechętne Kremlowi, sprzeciwiał się wyższym podatkom dla firm naftowych i budując prywatne rurociągi, próbował złamać monopol państwa w przesyle ropy. Po jego stronie stanęło wielu niezależnych obserwatorów, szczególnie z Zachodu.
W zeszłym roku w całej Rosji sądy wydały wyrok skazujący aż w 99% wszystkich spraw kryminalnych, o 0,1 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Również z tego względu obserwatorzy oceniają szanse Chodorkowskiego na uniewinnienie jako niewielkie.
Bloomberg