Sesja rozstrzygnęła się tak naprawdę w pierwszej godzinie notowań. Byki miały wyraźny argument ze strony bardzo dobrej sesji w USA. Zamiast go wykorzystać do próby pokonania oporu i choćby tylko zbliżenia się do linii trendu spadkowego, całkowicie oddały pole. Byliśmy wczoraj najgorszym z rynków europejskich. To dość wyraźny przykład słabości rynku. Znacznie czytelniejszy, niż nawet większy dynamiczny spadek, w czasie przeceny ogólnoświatowych parkietów. Wczoraj zobaczyliśmy bowiem nie wymuszone naśladowanie zagranicy, ale nasze lokalne problemy.
Nie rozdzieram jednak szat (jeszcze). Wczorajszy spadek to nie była agresywna podaż, a bardziej efekt niskiej płynności, wynikającej z zupełnej bierności największych funduszy. Te czekają teraz na dwa wydarzenia. Pierwsze to oczywiście dzisiejsza decyzja RPP, a konkretnie reakcja na nią rynku walutowego. Wprawdzie wpływ notowań złotego na GPW nie jest ostatnio już tak silny, ale z racji oddziaływania na największe fundusze, nawet taki kamyczek może ruszyć lawinę. Drugim impulsem dla GPW mogą okazać się losy amerykańskich parkietów. Niby oczywiste, ale ze względu na dość istotny techniczny poziom, na którym znajdują się główne indeksy za oceanem, kolejny krok może okazać się wyraźnym drogowskazem dla globalnych rynków akcji. Przykładowo, najważniejszy z nich - S&P500 - flirtuje teraz z oporem, jakim stało się niedawne wsparcie uznawane za linię szyi formacji głowy z ramionami. Dynamiczny wzrost z tego miejsca uznany byłby za zanegowanie sygnałów sprzedaży i ponownie "wycisnął krótkich". Z kolei przy zwrocie na południe cały ostatni wzrost mógłby być uznany jedynie za korektę. Jak pamiętamy ostatnie odbicie w USA warszawska giełda ładnie wyprzedziła. Czy teraz wyprzedza zakończenie ruchu powrotnego?