Przedstawiciele rządu, parlamentu i środowiska kolejowego spotkali się wczoraj, aby porozmawiać o przyszłości PKP. Mieli o czym. Eksperci oceniają ostatnie 15 lat przekształceń na kolei jako zmarnowany okres. - Transport drogowy przesiadł się w ciągu 15 lat ze starów i kamazów na mercedesy i scanie. Niestety - kolej takiego skoku cywilizacyjnego nie dokonała - mówił prof. Juliusz Engelhardt, szef Wydziału Zarządzania i Ekonomiki Usług Uniwersytetu Szczecińskiego.

W tym roku spółka wyda na inwestycje około 1,1 mld zł (ponad 70% środków pochodzi z funduszy unijnych). Oznacza to, że na remonty torowisk wydajemy tylko 7 euro na osobę, co daje 2 tys. euro na km linii kolejowych (najmniej w Unii Europejskiej). PKP niepokoi też to, że samorządy nie przekazują obiecanych dotacji na transport osób (w I kw. miały przekazać łącznie 93 mln zł). Dopiero wczoraj PKP Przewozy Regionalne podpisały pierwszą umowę - z województwem opolskim.

- Nie chcemy dla kolei specjalnego wsparcia. Ale kiedy inni dostawali pieniądze, my tylko obietnice - argumentuje A. Wach. I przypomina: - Własnym wysiłkiem zmniejszyliśmy zatrudnienie z 337 tys. osób w 1995 r. do 139 tys. w roku ubiegłym. Według władz spółki, bez inwestycji nie uda się zahamować odpływu pasażerów. Potrzebne są też dalsze zmiany prawa, np. dotyczącego nieruchomości kolejowych. Np. zarząd PKP nie może teraz przekazać niepotrzebnych torowisk samorządom, które mają pomysł na ich wykorzystanie. W świetle przepisów, mogą to zrobić tylko Polskie Linie Kolejowe. - Ja chętnie dokonam aportu takiej linii do PLK, ale spółka ta może posiadać wyłącznie linie w użyciu - żali się Zbigniew Szafrański, dyrektor strategii i rozwoju przewoźnika.