35 punktów stracił podczas wczorajszej sesji indeks WIG20. Obroty wyniosły 305 mln zł. Wskaźnik największych spółek znalazł się na najniższym poziomie od blisko 3 miesięcy. Atak niedźwiedzi sprawił, że oprócz krótkoterminowego sygnału sprzedaży, wyraźnemu pogorszeniu uległ także średnioterminowy obraz rynku. Stało się tak za sprawą przełamania blisko półtorarocznej linii trendu wzrostowego. Przebiega ona przez dołki z listopada 2003 roku, sierpnia 2004 roku i stycznia 2005 roku. Jej test rozpoczął się tydzień temu. W trakcie dwóch ostatnich sesji minionego tygodnia doszło do ponad 40-pkt odbicia, co stwarzało szanse na obronę średnioterminowego wsparcia. Barierą nie do pokonania okazał się jednak poziom 1940 pkt (dołek z 21 marca oraz początek luki bessy z 18 kwietnia) i po dwusesyjnej konsolidacji niedźwiedzie ponownie uderzyły. W efekcie WIG20 ustanowił nowe minimum w trwającej od początku marca fali spadkowej i przełamał wspomnianą wcześniej linię trendu wzrostowego. Konsekwencje takiego zachowania mogą być bardzo przykre dla posiadaczy akcji.
W krótkim terminie, po spadku poniżej ostatniego dołka (1890 pkt) bardzo prawdopodobna jest kontynuacja przeceny do około 1810 pkt. Takiej zniżki można oczekiwać przede wszystkim po wysokości fali spadkowej, która poprzedziła zeszłotygodniową korektę. Także fakt, że na wyższych poziomach trudno wyznaczyć jakiekolwiek wsparcie, będzie sprzyjał pesymistycznemu rozwojowi sytuacji. Na wysokości 1810 pkt znajduje się natomiast bariera popytowa, którą tworzy minimum sesji z 24 stycznia (dokładnie wynosi ono 1807,7 pkt). Niewiele wyżej znajduje się także dolne ograniczenie dwumiesięcznego kanału spadkowego. Dopiero więc w tej okolicy inwestorzy oczekujący odbicia powinni zacząć myśleć o kupnie akcji. Wcześniej będzie ono znacznie bardziej ryzykowne. Przede wszystkim dlatego, że mocno ograniczony będzie potencjał ewentualnej zwyżki. Tutaj kluczową rolę odgrywa wspomniany wcześniej opór, który znajduje się na wysokości 1940 pkt. Pokrywa się on ze spadkową linią trendu.