Reklama

Akcesja pomogła hossie

Ostatnich dwanaście miesięcy na giełdach Dziesiątki, o którą wzbogaciła się w zeszłym roku Unia Europejska, stało pod znakiem hossy windującej indeksy do historycznych rekordów. Dobrze radziły sobie waluty i obligacje. Kołem zamachowym dobrej koniunktury nie była jednak bezpośrednio sama akcesja, ale raczej zwiększony apetyt na ryzyko wśród inwestorów na świecie.

Publikacja: 29.04.2005 08:55

Dzień rozszerzenia Unii Europejskiej przypadł w momencie, gdy po fali hossy na giełdach Europy Środkowowschodniej od dwóch tygodni regularnie wyprzedawano akcje. Opisujący koniunkturę na parkietach Budapesztu, Pragi i Warszawy indeks CECE był świeżo po prawie 7-proc. zniżce. Spadały giełdowe barometry w państwach bałtyckich, przecena nie omijała papierów maltańskich i cypryjskich.

Od korekty do korekty

Jak można się było spodziewać, przełomowy w historii Europy 1 maja przełomu giełdom nie przyniósł - zgodnie z globalną tendencją wyprzedaż trwała. Na rynku trudno było szukać optymistów. - Stopy procentowe na świecie będą iść w górę, a to z reguły jest niekorzystne dla rynków wschodzących - takie opinie analityków nie były odosobnione. Bostońska firma EmergingPortfolio.com donosiła, że z funduszy inwestujących w regionie Europy Środkowowschodniej w tygodniu następującym po rozszerzeniu odpłynęło aż 398 mln USD - czyli najwięcej od 2000 r., odkąd zaczęła zbierać dane. Przez dwa tygodnie po wielkiej unijnej fecie WIG20 zapikował o 120 pkt, a PX50 spadł o 70 pkt - w obydwu przypadkach przecena przekroczyła 8%.

Wiosenne zniżki okazały się jednak tylko korektą. Latem rynek się uspokoił i parę miesięcy później z komentarzy analityków znów przemawiał optymizm. Inwestorzy szykowali się na kolejną odsłonę hossy. Między innymi dzięki listopadowej sprzedaży akcji PKO BP, która okazała się największą ofertą publiczną w Europie w czwartym kwartale, do regionu popłynął szeroki strumień pieniędzy. Zagranica kupowała papiery polskich, węgierskich i innych środkowoeuropejskich spółek. Czeski indeks PX 50 w listopadzie po raz pierwszy w historii przekroczył 1000 pkt, litewski LITIN10 po pół roku przerwy znów niemal co sesję bił nowy rekord. Ku historycznym szczytom zaczął się wspinać WIG20.

Apogeum hossy na giełdach nowych państw Unii przypadło na przełom lutego i marca. Na przestrzeni dwóch tygodni nowe - i jak dotąd ostatnie - giełdowe rekordy padły kolejno w Budapeszcie (BUX - 18 673 pkt), Pradze (PX 50 - 1262 pkt) oraz Bratysławie (SAX - 508 pkt). Główne indeksy parkietów w Warszawie i w stolicy Malty La Valetcie zanotowały kilkuletnie maksima, podobnie jak trochę wcześniej wskaźnik na Cyprze. Tuż po rekordach była giełda w Słowenii.

Reklama
Reklama

Potem przyszedł czas niezbyt głębokiej (rzędu kilku procent) korekty. Rozpoczął się giełdowy dryf w bok, który trwa już drugi miesiąc.

Wyjątkiem są jedynie giełdy państw bałtyckich - w Tallinie, Rydze i Wilnie. Im ostatnie ogólnoświatowe tąpnięcie na rynkach wschodzących nie zaszkodziło i nadal są na fali wzrostowej. Być może do decyzji o niewycofywaniu pieniędzy inwestorów przekonały statystyki gospodarcze. Od dłuższego czasu tempo wzrostu w państwach bałtyckich wyraźnie przewyższa bowiem tempo rozwoju w Polsce, Czechach czy na Węgrzech, i na dodatek - inaczej niż w tej trójce państw - udaje się je utrzymać.

Przez minionych dwanaście miesięcy główne indeksy giełd Dziesiątki poszły w górę przeciętnie prawie o połowę. Na gwiazdę wyrósł parkiet w Bratysławie, którego wskaźnik znajduje się teraz 170% wyżej niż rok temu. Kolejny w zestawieniu, parkiet talliński, rok w Unii kończy z głównym indeksem wyższym o 80%.

Praga i Budapeszt

przed Warszawą

W porównaniu wskaźników giełd trzech czołowych gospodarek Dziesiątki - polskiej, węgierskiej i czeskiej - widać, że wstąpienie do Unii najbardziej przysłużyło się indeksom w dwóch ostatnich krajach. WIG20 jest teraz tylko o 7% wyżej niż przed rokiem, podczas gdy BUX i PX 50 zyskały odpowiednio 50% i 41%. Według analityków, taki stan rzeczy można przypisać przede wszystkim większej płynności na giełdzie w Warszawie. - Na hossę w Pradze złożyła się dobra aura wokół przesądzających o koniunkturze kilku największych giełdowych spółek. Cesky Telecom znalazł się w kręgu zainteresowania ze względu na prywatyzację. Podobnie było z Unipetrolem, którego akcje wkrótce powinny znaleźć się w rękach PKN Orlen. Natomiast CEZ osiągał znakomite wyniki finansowe - tłumaczy Pavel Sobisek, główny ekonomista praskiego oddziału banku HVB.

Reklama
Reklama

Analogiczną sytuację obserwowano w Budapeszcie. Przez miniony rok BUX zyskał ok. 6000 pkt, ale wzrost wypracowały praktycznie tylko dwa giełdowe kolosy - naftowy MOL i bank OTP - reprezentując aż 5300 pkt z całej zwyżki. Kurs MOL-a poszedł w górę aż o 105% przede wszystkim dzięki drogiej ropie, która pomogła poprawić wyniki finansowe koncernu i pozwoliła na kontynuację zagranicznej ekspansji. Akcje OTP podrożały o 60% za sprawą świetnych wyników finansowych.

Przy znacznie mniejszej kapitalizacji i liczbie firm szturm inwestorów na giełdy w Pradze i Budapeszcie musiał oznaczać wzmożone zakupy papierów przede wszystkim największych spółek. Tymczasem w Warszawie inwestorzy przez długie miesiące wybierali walory mniejszych przedsiębiorstw, przechodząc obojętnie obok blue chipów. Sporo okazji do inwestowania dostarczyły też liczne giełdowe debiuty - pod tym względem giełda w nadwiślańskiej stolicy zdeklasowała wszystkie regionalne konkurentki.

Względną słabość naszego indeksu częściowo może też tłumaczyć silne umocnienie się złotego. Dla inwestorów operujących w euro WIG20 od rozszerzenia Unii zyskał 20%, a dla graczy "dolarowych" - wzrósł prawie o 30%.

Giełdowi analitycy przestrzegają przed przecenianiem roli rozszerzenia UE przy tłumaczeniu przyczyn dobrej koniunktury w minionych miesiącach. - Dla zagranicznych banków inwestycyjnych poszerzenie Unii stanowiło okazję do ulokowania w swoich portfelach akcji z naszego regionu. Ale to nie znaczy, że akcesja sama w sobie wywołała hossę. Napływ kapitału do Europy Środkowowschodniej nastąpił przede wszystkim dlatego, że na całym świecie zwiększyła się akceptacja dla ryzyka - twierdzi Kornel Sarkadi-Szabo, analityk z węgierskiego oddziału Raiffeisen Banku. - Z podobnych powodów obserwowaliśmy ostatnio wyprzedaż papierów na regionalnych giełdach. Część inwestorów zdecydowała się wycofać kapitał z rynków wschodzących i ulokować go w znacznie bardziej bezpieczne obligacje w Stanach czy Japonii - dodaje.

Obligacje i waluty

też mocniejsze

Reklama
Reklama

Poakcesyjna koniunktura w pozostałych segmentach rynku finansowego w naszym regionie była przede wszystkim pochodną rozwoju wydarzeń na rynkach finansowych na całym świecie. Choć nie można zaprzeczyć, że rozszerzenie UE odegrało swoją rolę, bo dzięki niemu zmniejszyło się np. ryzyko polityczne w krajach Dziesiątki, to jednak niejednokrotnie padają opinie, że i bez niego w Czechach czy w Polsce waluta byłaby silniejsza, a obligacje droższe.

Aprecjacja złotego w stosunku do euro miała miejsce niemal nieprzerwanie od początku maja ub.r. aż do końca lutego tego roku. Kurs euro spadł w tym okresie z 4,81 zł do poniżej 3,9 zł (czyli o 19%). Nieco krócej trwał trend wzrostowy naszej waluty do dolara, który zakończył się w grudniu ub.r. Później dolar zyskał na wartości, ale spadł ponownie pod koniec lutego. Był wtedy wart ok. 2,91 zł, wobec ponad 4 zł, gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej (oznacza to umocnienie złotego o 27%). Członkowie rządu, obawiając się, że silny złoty zabije polski eksport, wielokrotnie słownie próbowali go osłabić, ale bezskutecznie.

Zdecydowane osłabienie naszego pieniądza, i to zarówno w stosunku do euro, jak i dolara, przyniósł dopiero marzec br. Ale i tak obecne kursy tych walut (4,27 zł za euro i 3,30 zł za dolara) są znacznie wyższe niż przed rokiem (euro potaniało o 11%, a dolar o 17%).

Aprecjacja naszej waluty była konsekwencją napływu zagranicznego kapitału na nasz rynek akcji i obligacji. Rentowność papierów 5-letnich spadła w ciągu roku do 5,55% (a pod koniec lutego nawet do 5,34%), z ponad 7,4%. Skorzystaliśmy z dobrych nastrojów, jakie zapanowały na rynkach akcji i obligacji naszego regionu. Ale ważny był jeszcze jeden czynnik: po wejściu do UE Polska została automatycznie uznana za kraj bardziej bezpieczny. Wiele funduszy, które wcześniej nie mogły lokować u nas swoich kapitałów, po 1 maja 2004 r. dostało formalną zgodę na takie operacje.

Tendencje podobne jak w Polsce obserwowano też w innych krajach nowej Dziesiątki. W Czechach falę wzmożonego popytu na obligacje odnotowano między listopadem a styczniem. - Różnica w rentowności między papierami czeskimi i niemieckimi bundami spadła praktycznie do zera. Teraz spread trochę się zwiększył, ale wciąż jest bardzo niewielki - tłumaczy Pavel Sobisek. Przed rokiem rentowność czeskich pięciolatek wynosiła 3,9%, teraz jest na poziomie 2,9%. Na Węgrzech rentowność analogicznych papierów spadła przez rok z 8,9% do 7,3%, dzięki czemu bank centralny mógł kilkakrotnie obciąć stopy procentowe.

Reklama
Reklama

Umocniły się też niektóre waluty. Czeska korona zyskała do euro 7%, słowacka zdrożała o niecałe 2%. Jedynie forint kosztuje teraz mniej więcej tyle, ile przed rokiem. Węgrzy płacą w ten sposób za nieskoordynowaną politykę fiskalną i pieniężną z lat poprzednich.

Dziesiątka

wciąż wschodząca

Choć rozszerzenie Unii Europejskiej w przypadku wielu zagranicznych funduszy inwestycyjnych wiązało się ze znacznymi przesunięciami, jeśli chodzi o strukturę portfeli, to kraje nowej Dziesiątki wciąż są zaliczane do rynków wschodzących - tak samo jak znacznie słabiej rozwinięte kraje, które o wejście do UE dopiero się starają. Kiedy więc Polska, Estonia czy Węgry zasłużą w końcu na miano rynków dojrzałych? Zdaniem analityków, nieprędko. Kluczową kwestią będzie przyjęcie euro, które znacznie podniesienie wiarygodność prowadzonej polityki gospodarczej. - Poczekajmy, aż poznamy datę przyjęcia euro w poszczególnych krajach - radzą eksperci.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama