Ale do takiej redukcji zmusza nas traktat akcesyjny.
30 kwietnia 2004 r., czyli w przeddzień oficjalnego wstąpienia Polski do UE, rząd kierowany przez Leszka Millera przyjął tzw. program konwergencji. Z grubsza można go określić jako plan redukcji deficytu i zahamowania wzrostu długu publicznego. Celem tych działań ma być spełnienie tzw. kryteriów fiskalnych - czyli sprowadzenie deficytu bud-żetowego poniżej 3% PKB oraz niedopuszczenie do wzrostu długu ponad 60% PKB. Bez tego nie będziemy mogli przyjąć euro, a w traktacie akcesyjnym zobowiązaliśmy się do zastąpienia wspólną walutą naszego złotego. Na dodatek za niespełnienie tych warunków mogłaby nas ukarać Komisja Europejska.
W stronę ERM2
Zgodnie z programem konwergencji, wszystkie kryteria warunkujące przyjęcie euro będziemy spełniać w 2007 r. Słowo "wszystkie" w tym przypadku oznacza redukcję deficytu finansów publicznych. Ograniczy on bowiem narastanie długu publicznego. Pozostałe kryteria związane z inflacją czy stopami procentowymi są albo bliskie spełnienia, albo do zrealizowania przy stabilizacji kursu walutowego.
Zgodnie z planami, przyjętymi 30 kwietnia 2004 r., rząd chciał ograniczyć wydatki o 31 mld zł i zwiększyć dochody o 22,6 mld zł w ciągu kilku lat. Miało to doprowadzić do spadku deficytu sektora finansów publicznych z - jak planowano na 2004 r. - 5,7% do 1,7% w roku 2007. Ta redukcja deficytu budżetowego powinna mieć także zbawienny wpływ na tempo narastania długu publicz-nego. Zgodnie z programem konwergencji, dług publiczny miał wzrosnąć z 49% PKB w roku 2004 do 51,9% PKB w 2005 i aż do 52,7% PKB rok później. Ale już w 2007 roku udział długu w produkcie krajowym brutto miał spaść do 52,3% PKB.