Reklama

Miliardy z Brukseli czekają

Przez rok członkostwa w Unii Europejskiej zarobiliśmy "na czysto" około 2 mld euro. Następny rok będzie dużo lepszy. Zamiast mizernych zaliczek, Unia zacznie nam zwracać rzeczywiście poniesione nakłady na inwestycje. Pod warunkiem, że beneficjenci udokumentują na czas poniesione wydatki, a administracja zdąży z oceną dokumentów.

Publikacja: 29.04.2005 09:15

Nie sprawdziły się pesymistyczne scenariusze sprzed akcesji, mówiące, że dołożymy do członkostwa. Dane Ministerstwa Finansów, które monitoruje przepływ każdego euro między Brukselą a Warszawą, pokazują wyraźnie - jesteśmy krajem, który więcej dostaje ze wspólnego budżetu, niż wynosi nasza składka członkowska (powiązana z PKB, wpływami z VAT, cła i opłat rolnych). W okresie od maja 2004 r. do marca 2005 r. (to ostatni miesiąc podsumowany przez resort) wpłaciliśmy do unijnej kasy prawie 2 mld euro. W tym samym czasie Bruksela przekazała nam ponad 3,7 mld euro.

Najwięcej na infrastrukturę

Ekonomiści podkreślają, że pierwszy rok w Unii nie jest reprezentatywny przy analizie (mieszają się wpływy z funduszy przed- i poakcesyjnych, Bruksela płaci praktycznie tylko zaliczki, są opóźnienia w aplikowaniu o pomoc unijną). Ale już teraz widać, że najwięcej korzystamy z funduszy strukturalnych. Dzięki dwóm dużym zaliczkom wypłaconym przez Brukselę (505 mln euro w marcu tego roku i 497 mln euro w czerwcu ub.r.), roczny bilans przepływów jest wyraźnie na "plusie".

Zbyt wolno wydajemy

Niestety, pieniądze te nie trafiły jeszcze w całości do beneficjentów (m.in. PKP, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, a zwłaszcza samorządów). Do końca 2004 r. przekazano tylko 11% zaliczek. Pozostałe leżą na rachunku NBP. Mogą być przekazane dopiero wtedy, gdy projekty inwestycyjne wkroczą w zaawansowaną fazę. Tymczasem beneficjenci mają problemy z dostarczaniem na czas dokumentów, opóźniają się też przetargi służące wyłonieniu wykonawcy zadania.

Reklama
Reklama

"Poślizg" widać najbardziej przy Funduszu Spójności, z którego płyną pieniądze na wielkie projekty inwestycyjne. Do końca 2004 r. rząd nie podpisał żadnej umowy o dofinansowanie. Dopiero w tym roku formalnie "załatwiono" pieniądze na budowę autostrady A2 między Koninem i Łodzią. Podpisywane są też umowy o finansowanie inwestycji ekologicznych (m.in. oczyszczalni ścieków). Mała to jednak pociecha, skoro większość projektów pochodzi jeszcze z puli programu przedakcesyjnego ISPA. Na szczęście w FS nie obowiązuje zasada obowiązująca w innych funduszach - przekazane zaliczki muszą być wykorzystane w dwa lata.

Rolnictwo w awangardzie

Inną ważną dziedziną wspomaganą przez UE jest rolnictwo. Od stycznia tego roku Unia zaczęła zwracać nam pieniądze przekazywane rolnikom z tytułu tzw. dopłat bezpośrednich do powierzchni gospodarstw (ok. 200 zł/ha). Dzięki inicjatywie ministra rolnictwa Polska, jako pierwszy kraj nowej "dziesiątki", rozpoczęła wypłatę pieniędzy już w październiku 2004 r., korzystając z zasobów krajowego budżetu. Przekazywanie pieniędzy za ubiegły rok zakończono w kwietniu (łącznie z dopłatami do terenów o niekorzystnych warunkach gospodarowania rolnicy otrzymali ok. 7,1 mld zł).

Wciąż jeszcze mało wykorzystujemy inne fundusze pomocowe dla tego sektora, bazujące na Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich. Dopiero w lutym wypłacono pierwsze renty strukturalne tym, którzy zdecydowali się zrezygnować z prowadzenia gospodarstwa. W lutym też przekazano farmerom pierwsze pieniądze (około 33 mln zł) na inwestycje w rolnictwo ekologiczne. Gospodarstwa nadal jednak czekają na kilkaset milionów złotych do wydania na dostosowanie produkcji do standardów UE (m.in. modernizację kurzych ferm i produkcji mleka), a także na płatności związane z zalesianiem pól.

Ryzyko walutowe

dało znać o sobie

Reklama
Reklama

Niestety, w przypadku dopłat obszarowych dała znać o sobie aprecjacja złotego, na której budżet stracił około 400 mln zł. W jaki sposób? Rolnikom obiecano złote, przeliczając je po niskim kursie z I kw. 2004 r. (4,73 zł/euro). Bruksela zwraca nam jednak środki w euro od stycznia, od kiedy kurs złotego jest wysoki (4,1-4,2 zł/euro). Z tego samego powodu tegoroczne dopłaty mogą być niższe. Na szczęście dla Polski składka członkowska, jaką w tym roku wpłacamy co miesiąc do Brukseli, wyliczona została po bardzo korzystnym kursie z grudnia (4,06 zł/euro). Problem aprecjacji w mniejszym stopniu dotyczy innych funduszy. Płatności rozkładają się bowiem w czasie, a część ryzyka spada na beneficjentów (zwłaszcza w przypadku Funduszu Spójności - wypłaty w euro). - Nie ma na to rady. Po prostu trzeba się zabezpieczać przed ryzykiem walutowym - mówiła niedawno Danuta Hübner, komi-sarz UE ds. polityki regionalnej.

Unia poprawia

naszą płynność

Bardzo ważną pozycją na liście transferów z Unii jest tzw. instrument poprawy płynności. Podczas negocjacji akcesyjnych przekonaliśmy Brukselę, aby przez trzy pierwsze lata członkostwa zwracała nam średnio ok. 0,3% PKB rocznie. Tylko w marcu z tego tytułu otrzymaliśmy ponad 200 mln euro. Warto podkreślić, że kwoty te nie zależą od jakości składanych przez nas projektów ani od sytuacji krajowej gospodarki. Stanowią miesięczne "kieszonkowe" dla rządu.

Firmy czekają

Gorzej, jeżeli chodzi o pomoc unijną dla przedsiębiorstw (wypłaca ją Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości). W 2004 r. PARP zakontraktował jedynie 51 mln euro, i to głównie środków jeszcze z pomocy przedakcesyjnej PHARE. - Po prostu skończyły się programy z ubiegłych lat, a Agencja była zaskoczona ilością wniosków o pomoc z funduszy poakcesyjnych - tłumaczy Monika Karwat-Bury, rzecznik Agencji. Do grudnia trwały pierwsze nabory najważniejszych wniosków o dopłaty do inwestycji i doradztwo. W tym roku pomoc będzie zapewne dużo większa - wkrótce bowiem Agencja podpisze umowy z pierwszymi przedsiębiorcami, opiewające na 100 mln euro.

Reklama
Reklama

Będzie tylko lepiej?

Według szacunków UKIE, w 2005 r. Polska może otrzymać z budżetu UE nawet 25 mld złotych. Pierwszy raz od akcesji będziemy mogli skorzystać z dwóch nowych funduszy - mechanizmu finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego i norweskiego mechanizmu finansowego (przewidziano w nich dla Polski 500 mln euro w ciągu 10 lat). Przystępując do UE zgodziliśmy się bowiem, aby kraje spoza UE, ale z Unią stowarzyszone - Norwegia, Islandia i Liechtenstein - miały dostęp do naszego rynku. W zamian za to możemy liczyć na pomoc finansową m.in. na inwestycje ekologiczne i wydatki związane z kulturą i rozwojem społeczeństwa obywatelskiego.

Jak policzyć

co niemierzalne?

- Unia to nie tylko maszynka do robienia pieniędzy - przypominają eksperci. Oprócz przepływów pieniężnych, najważniejszym aspektem naszego członkostwa jest modernizacja gospodarki i społeczeństwa. O ile cieszy sukces polskich eksporterów, to mniejsza dynamika PKB w tym roku może zastanawiać. Podobnie można spojrzeć na sprawy społeczne. Mimo że sondaże pokazują, że poparcie dla Unii wynosi już ponad 63%, to niemal 73% respondentów twierdzi, że nie odczuło jeszcze żadnych korzyści z akcesji. - Prawdziwy bilans członkostwa poznamy za kilkanaście lat - uważa Jarosław Pietras, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej.

Reklama
Reklama

Najważniejszy będzie 2006 rok

Przekazywanie pieniędzy beneficjentom w tym roku powinno nabrać tempa. Ważne jest, by rozliczone wydatki sięgnęły kwot, które były przewidziane w budżecie UE na rok 2004 (około 23% wszystkich alokacji). Sumy te musimy bowiem wydać do końca 2006 r. To będzie wymagać intensywnych prac w roku przyszłym. Tymczasem proces inwestycyjny jest, niestety, bardzo długi, szczególnie przy nowym prawie zamówień publicznych. Samo rozliczanie faktur też nie będzie łatwe, bo wszyscy się dopiero tego uczą. Pierwsze doświadczenia pokazują, że jest w nich wiele błędów.

Największe "ssanie" pieniędzy widać w części działań finansowanych z funduszy dla rolnictwa i rybołówstwa. Zastosowaliśmy tam prosty instrument - premię. Nie trzeba zatem pisać biznesplanów. Wystarczy spełnić odpowiednie kryteria. Z drugiej strony - najbardziej ryzykowne z punktu widzenia wykorzystania unijnych pieniędzy są duże projekty inwestycyjne - jeżeli coś w nich wyjdzie, niełatwo je będzie zastąpić kolejnym dużym projektem.

Zbyt wiele procedur, za mało czasu

Duża liczba projektów, ogromne zaangażowanie i aktywność - to są bardzo duże pozytywy, które powinny skutkować napływem środków UE w najbliższym czasie. Niestety, są i negatywy - zbyt skomplikowany system administracyjny w Polsce. Zbyt wiele mamy procedur, które nałożone na procedury brukselskie powodują olbrzymie trudności w obiegu dokumentów, przygotowaniu projektów, monitorowaniu i ocenie. Opóźniają też wypłaty środków z UE. Co gorsza, nie zdajemy sobie sprawy, że w Unii, chociaż obowiązuje siedmioletnia perspektywa finansowa, tak naprawdę obowiązuje rozliczenie roczne. Uwzględniając dwuletnie odroczenie, pierwszy bilans - za 2004 rok - nastąpi już na koniec 2006 r.

Reklama
Reklama

Nie można zatem pozwolić na przedłużanie procedur. Niestety - organizujemy całą serię konkursów, które powodują, że beneficjenci składają projekty, to przechodzi przez panele ekspertów, komitety sterujące... Mamy dużo pomysłów i projektów, ale w dalszym ciągu nie wychodzą dokumenty dotyczące płatności. Grozi to tym, że nie wydamy części zaliczek i unijnych pieniędzy. Na razie nowe kraje członkowskie - w tym i Polska - mówią: "jakoś sobie damy radę". Ostre przebudzenie nastąpi w 2006 r. Nie chodzi tylko o to, aby składać projekty, ale także o to, aby dobrze zarządzać programem - trzeba wiedzieć, które projekty powinny iść "na pierwszy ogień".

600 mld zł w latach 2007-2013?

Gdyby Unia Europejska przyjęła budżet UE na lata 2007-2013 w kształcie, jaki proponowała Komisja Europejska (średnie wydatki na poziomie 1,14% PKB Unii rocznie), Polska może liczyć na wsparcie rzędu 73,6 mld zł. Na tej podstawie rząd planuje, że łączne inwestycje w projekty "rozwojowe" w tych latach mogą wynieść razem 142 mld euro (niemal 600 mld zł). Takie też wydatki zapisano w projekcie Narodowego Programu Rozwoju. Oprócz źródeł UE, pieniądze mają pochodzić z budżetu (24,5 mld euro), a także od prywatnych inwestorów (27,9 mld euro).

Niewykluczone że Komisja Europejska zdecyduje o złagodzeniu obecnej zasady współfinansowania. Zamiast obowiązkowego teraz wkładu własnego, wynoszącego co najmniej 25% wartości projektu, beneficjenci w niektórych przypadkach będą musieli znaleźć tylko 20% własnych funduszy. Nadal jednak nie wiadomo, czy zaproponowany przez resort gospodarki w NPR podział na 16 programów sektorowych znajdzie odzwierciedlenie w projektowanych przez Brukselę tzw. ramach finansowych nowego budżetu. Opozycja już teraz domaga się uproszczenia systemu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama