Nie sprawdziły się pesymistyczne scenariusze sprzed akcesji, mówiące, że dołożymy do członkostwa. Dane Ministerstwa Finansów, które monitoruje przepływ każdego euro między Brukselą a Warszawą, pokazują wyraźnie - jesteśmy krajem, który więcej dostaje ze wspólnego budżetu, niż wynosi nasza składka członkowska (powiązana z PKB, wpływami z VAT, cła i opłat rolnych). W okresie od maja 2004 r. do marca 2005 r. (to ostatni miesiąc podsumowany przez resort) wpłaciliśmy do unijnej kasy prawie 2 mld euro. W tym samym czasie Bruksela przekazała nam ponad 3,7 mld euro.
Najwięcej na infrastrukturę
Ekonomiści podkreślają, że pierwszy rok w Unii nie jest reprezentatywny przy analizie (mieszają się wpływy z funduszy przed- i poakcesyjnych, Bruksela płaci praktycznie tylko zaliczki, są opóźnienia w aplikowaniu o pomoc unijną). Ale już teraz widać, że najwięcej korzystamy z funduszy strukturalnych. Dzięki dwóm dużym zaliczkom wypłaconym przez Brukselę (505 mln euro w marcu tego roku i 497 mln euro w czerwcu ub.r.), roczny bilans przepływów jest wyraźnie na "plusie".
Zbyt wolno wydajemy
Niestety, pieniądze te nie trafiły jeszcze w całości do beneficjentów (m.in. PKP, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, a zwłaszcza samorządów). Do końca 2004 r. przekazano tylko 11% zaliczek. Pozostałe leżą na rachunku NBP. Mogą być przekazane dopiero wtedy, gdy projekty inwestycyjne wkroczą w zaawansowaną fazę. Tymczasem beneficjenci mają problemy z dostarczaniem na czas dokumentów, opóźniają się też przetargi służące wyłonieniu wykonawcy zadania.