Reklama

Gospodarczy sukces

Kiedy w maju 2004 roku Unia Europejska powiększała się o 10 państw, nie brakowało obaw, że tak wielkie rozszerzenie zrujnuje unijną gospodarkę i sparaliżuje proces decyzyjny w Brukseli. Po roku jest jasne, że rozszerzenie było sukcesem. Przyspieszyło ono tempo wzrostu w nowych krajach członkowskich i reformy gospodarcze w strefie euro. Jedynie w aspekcie politycznym nie wszyscy jeszcze oswoili się z rozszerzeniem Unii i pojawiają się oznaki powiększania podziału między "starą" i "nową" Europą.

Publikacja: 29.04.2005 09:20

Większość ekonomistów prognozowało, że przystąpienie do Unii będzie miało niewielki wpływ na tempo wzrostu w Europie Środkowej i Wschodniej. Przede wszystkim dlatego, że procesy integracyjne między wschodem i zachodem kontynentu były bardzo zaawansowane już przed formalnym rozszerzeniem. Niemniej jednak kraje przyjmowane do Unii przeżyły akcesyjny boom. Na początku 2004 r. ich mieszkańcy ruszyli na zakupy w obawie, że podwyżki podatków

związane z wejściem do Unii spowodują natychmiastowy wzrost cen. Zwiększyły się bezpośrednie inwestycje zagraniczne w tym rejonie, gdyż zachodnioeuropejskie firmy chciały wykorzystać wciąż o wiele niższe koszty w takich krajach, jak Słowacja czy Polska. Eksport i import między nowymi państwami członkowskimi i strefą euro odnotowały w 2004 r. dwucyfrowy wzrost, między innymi dlatego, że po 1 maja usunięto ostatnie bariery handlowe.

Zadowoleni nawet rolnicy

Silny wzrost gospodarczy osłabił obawy, że nowe kraje członkowskie źle będą sobie radziły w Unii. Nawet bardzo sceptyczni wcześniej rolnicy teraz wydają się zadowoleni. Otrzymali bezpośrednie dopłaty z Brukseli i jednocześnie na Zachodzie gwałtownie wzrósł popyt na tanie produkty żywnościowe ze Wschodu. W najnowszych sondażach opinii publicznej poparcie dla Unii wzrosło w nowych krajach członkowskich. Na przykład wśród polskich rolników w ciągu kilku miesięcy poparcie to skoczyło z 20 do 63%.

Jednocześnie rządy państw wschodnioeuropejskich wyraźnie przyspieszyły z wdrażaniem reform gospodarczych. Bank Światowy wymienia Słowację jako najszybciej reformujące się państwo w 2004 r. Słowacja razem z Litwą znalazły się też wśród 20 krajów, które najbardziej ułatwiły prowadzenie interesów.

Reklama
Reklama

Estonia, Litwa i Słowenia zostały przyjęte do ERM2, systemu poprzedzającego wstąpienie do strefy euro.

Szybszy wzrost gospodarczy

W ciągu minionego roku kraje wschodnioeuropejskie przyjęte 1 maja 2004 r. do Unii odnotowały przyspieszenie wzrostu gospodarczego i jego zrównoważenie w ramach regionu. W Słowenii wzrost PKB prawie podwoił się, a Litwa była jedynym krajem, w którym stopa wzrostu spadła, ale z bardzo wysokiego poziomu prawie 10% rok wcześniej. W Czechach i na Węgrzech wyraźnie zwiększyły się inwestycje, natomiast wolniej rosła konsumpcja, a ujemny wpływ eksportu netto z poprzednich lat w znacznym stopniu został wyeliminowany. W Polsce i Słowacji szybki wzrost PKB był wynikiem przede wszystkim większej konsumpcji i akumulacji zapasów oraz niewielkiej poprawy w inwestycjach, podczas gdy dodatni udział eksportu netto zmniejszył się. W Słowenii i Estonii do przyspieszenia wzrostu PKB przyczyniły się wszystkie składniki popytu, podczas gdy na Litwie tempo wzrostu zmalało mimo znacznej poprawy w tworzeniu zapasów.

Słabszy koniec roku

W ostatnim kwartale ub.r. aktywność gospodarcza w tym regionie ogólnie rzecz biorąc osłabła. PKB w ujęciu realnym nadal rósł jedynie w Słowacji i Czechach, natomiast w pozostałych sześciu krajach regionu obserwowano jego spadek lub stagnację. Było to wynikiem przede wszystkim słabnięcia wzrostu konsumpcji. To wolniejsze tempo wzrostu utrzyma się prawdopodobnie przez cały bieżący rok. Przyczyny to realna aprecjacja kursów walutowych, słabszy popyt zarówno krajowy jak i zagraniczny, zwłaszcza w strefie euro, która jest głównym kierunkiem eksportu i wreszcie malejące zaufanie inwestorów. Ożywienie w Zachodniej Europie, które pojawiło się jesienią, znowu ustąpiło miejsca stagnacji i najnowsze prognozy przewidują w tym regionie tempo wzrostu słabsze niż w 2003 r. Wciąż silna aprecjacja kursów walutowych i konkurencja ze strony krajów spoza Unii przyhamują wzrost eksportu, a rosnąca niepewność polityczna w regionie zwiększy niepewność inwestorów. W tej sytuacji Bank Światowy przewiduje, że spowolnienie najbardziej widoczne będzie na Łotwie oraz w Polsce, Słowacji i Słowenii, gdzie sięgnie 1 pkt proc. w porównaniu z ub.r.

Na rynku pracy bez zmian

Reklama
Reklama

Mimo szybkiego wzrostu gosppoziomie pozostało zatrudnienie w ośmiu krajach Europy Środkowowschodniej przed rokiem przyjętych do Unii. Jedynym wyjątkiem jest Słowenia, gdzie stopa zatrudnienia zwiększyła się dość wyraźnie (patrz wykres), ale nie wyklucza się w tym przypadku pewnych błędów obliczeniowych. Na Węgrzech zatrudnienie spadło znacznie w II połowie ub.r. w wyniku redukcji w sektorze publicznym, a także w niektórych branżach szczególnie wrażliwych na umocnienie waluty, takich jak przemysł tekstylny i skórzany. Stopa zatrudnienia w Polsce i na Węgrzech jest wyjątkowo niska, ale we wszystkich ośmiu opisywanych tu krajach pozostaje znacznie poniżej 70%, celu wyznaczonego w strategii lizbońskiej dla Unii w 2010 r. W dwóch minionych latach jedynie Słowacja podjęła zdecydowane działania, by zwiększyć zatrudnienie - przyjęła bardziej elastyczny kodeks pracy i gruntownie zreformowała system zabezpieczeń socjalnych. Ale wyników jeszcze nie ma.

Jednocześnie stopa bezrobocia nieco spadła w większości krajów z nowo przyjętej do Unii ósemki. Najbardziej na Litwie, ale też nadal ono rosło w Słowacji, Czechach i na Węgrzech. Stopa bezrobocia w Polsce i Słowacji jest ponad dwa razy większa od średniej dla starej Unii, a kraje bałtyckie też mają stosunkowo wysokie bezrobocie. W dużym stopniu bezrobocie przyjmuje charakter strukturalny. We wszystkich krajach, poza Łotwą i Węgrami, ponad połowa bezrobotnych pozostaje bez pracy dłużej niż rok. Na Węgrzech długookresowo bezrobotni stosunkowo szybko wycofują się z rynku pracy i przestają obejmować ich statystyki.

Reformy podatkowe

Tak jak przewidywano, rozszerzenie o wiele mniejsze znaczenie miało dla gospodarek państw "starej" Unii. Po prostu gospodarki wschodnioeuropejskie są zbyt małe, by bezpośrednio wpłynąć na wzrost w Niemczech czy we Włoszech. Ale ich przystąpienie może doprowadzić do zakończenia wieloletnie bezowocne dyskusje na temat konieczności szybszego reformowania dużych krajów strefy euro. Nigdzie nie jest to bardziej widoczne niż w strefie podatków. Większość krajów wschodnioeuropejskich obniżyło stawki podatków od przedsiębiorstw jeszcze w ramach przygotowań do akcesji. Niektóre państwa poszły jeszcze dalej - Słowacja i Litwa wprowadziły podatki liniowe od wszelkich rodzajów dochodów. Takie reformy przyspieszyły reakcje na całym kontynencie. W tym roku Austria obniżyła stawkę podatku korporacyjnego z 34 do 25%, a Niemcy z 25 do 19%. Wcześniej prezydent Chirac i kanclerz Schroeder wzywali kraje wschodnioeuropejskie do podniesienia podatków. Spotkało się to jednak ze zdecydowanym sprzeciwem. Wskazywano na całkowitą absurdalność tego rodzaju apeli w sytuacji, gdy nowe państwa członkowskie mają do nadrobienia półwiekowe opóźnienie w rozwoju gospodarczym i poziomie życia obywateli.

Argumenty te zrobiły wrażenie i to nie tylko na politykach decydujących o stawkach podatkowych. Jeszcze bardziej widoczne są zmiany na rynku pracy. Wobec groźby przenoszenia miejsc pracy na Wschód pracownicy niemieckich koncernów, takich jak Siemens czy Volkswagen, zgodzili się na zamrożenie płac i wydłużenie czasu pracy. Francja złagodziła przepisy skracające tydzień pracy do 35 godzin. Oba kraje starają się zliberalizować rynki pracy w odpowiedzi na zaostrzoną konkurencję w rozszerzonej Unii.

Niebezpieczne podziały

Reklama
Reklama

Takie reformy będą zbawienne dla wzrostu gospodarczego strefy euro w średnim i długim okresie. Ale teraz budzą sprzeciw wielu mieszkańców tego regionu wobec rozszerzenia, a nawet całej Unii Europejskiej. Już tyle samo ludzi w Niemczech i Austrii uważa za złe dla nich członkostwo w Unii, ile w eurosceptycznych Szwecji czy Wielkiej Brytanii. Znaczna większość Austriaków, Niemców i Francuzów jest przeciwna jakiemukolwiek dalszemu rozszerzaniu Unii.

Niektórzy politycy w tych krajach zaczynają wykorzystywać te antyrozszerzeniowe nastroje. Nowe kraje członkowskie oskarżane są o "socjalny dumping" - jak określa się konkurencję niskich płac. W rzeczywistości Polska wydaje na opiekę społeczną taką samą część produktu krajowego brutto, jak Niemcy. Podatki od płac w Czechach i Słowacji są wyższe od średniej dla całej Unii. Ale wielu pracowników uważa, że w rozszerzonej Unii konkurencja staje się w pewnym sensie "nieuczciwa". W marcu dziesiątki tysięcy ludzi wyszło na ulice Brukseli, domagając się obrony "zdobyczy socjalnych Europy". We wschodniej Europie budzi to podejrzenia, że "stara" Unia próbuje w ten sposób pozbawić kraje przyjęte przed rokiem pełnych korzyści płynących z członkostwa. Podział na Wschód i Zachód staje się już widoczny w czasie rozmów na temat dyrektywy usługowej, przyszłego budżetu i wspólnej polityki podatkowej.

Jeśli takie podziały umocnią się, Unia Europejska może stracić wiele korzyści wynikających z rozszerzenia. W podzielonej Unii strefę euro będzie charakteryzowało powolne tempo wzrostu, niechęć do przeprowadzania reform i coraz większy protekcjonizm. W nowych krajach członkowskich wzbudzi to urazy, nasili eurosceptycyzm i grozi polityczną chwiejnością.

Polacy pokutują za silny wzrost przed akcesją

W Polsce najsilniejszy efekt ekonomiczny związany z akcesją notowano, zanim znaleźliśmy się w Unii Europejskiej. Potem gospodarka już tylko zwalniała.

Reklama
Reklama

Obawy o wzrost cen po wejściu naszego kraju do UE spowodowały, że konsumenci ruszyli na zakupy. Wzrost popytu miał też związek ze zmianą przepisów o VAT. Z tego powodu gwałtownie zwiększyły się m.in. zakupy samochodów oraz materiałów budowlanych, a w konsekwencji również mieszkań. W efekcie roczna dynamika sprzedaży detalicznej, która jeszcze w styczniu 2004 r., osiągnęła poziom niespełna 8%, w lutym przekroczyła 12%, w marcu zbliżyła się do 21%, a w kwietniu przekroczyła 30%. Najbardziej imponujący wzrost miał miejsce w handlu samochodami. W kwietniu sprzedaż była o przeszło połowę większa niż rok wcześniej.

Wzrost popytu w gospodarce, a także obawy o zmianę warunków prowadzenia działalności po akcesji spowodowały, że przed 1 maja mieliśmy też boom w przemyśle. Dynamika produkcji wystrzeliła do 23,5% w marcu i 21,8% w kwietniu z kilkunastu procent na przełomie 2003 i 2004 roku.

Wyraźne ożywienie było też widoczne w handlu zagranicznym. Tempo wzrostu eksportu osiągnęło w kwietniu 29% wobec 11% w styczniu, a importu - 37% w porównaniu z 6% w styczniu.

Konsumpcyjny szał odbił się oczywiście na wynikach całej gospodarki. W I kwartale ub.r. dynamika PKB skoczyła do 6,9%. Drugi kwartał był niewiele gorszy - 6,1% - ale później było już coraz słabiej. Zwolnił przemysł, gospodarstwa domowe wyraźnie ograniczyły popyt. Najgorsze przyszło jednak dopiero w marcu tego roku: ujemna dynamika produkcji i sprzedaży detalicznej. GUS już zapowiedział, że w I kwartale gospodarka rozwijała się wolniej niż w IV kwartale ub.r. (3,9%). Część ekonomistów sądzi, że dynamika PKB mogła spaść nawet poniżej 3%.

Dlaczego? Po pierwsze, pokutujemy za wysoki wzrost w ub.r. (ekonomiści nazywają to "efektem bazy"). Po drugie, nadal mamy trudną sytuację na rynku pracy: wysokie bezrobocie i spadające realne wynagrodzenia. Osłabienie popytu z tego powodu jest tylko w części rekompensowane korzystnym wpływem dopłat bezpośrednich dla rolników.

Reklama
Reklama

Sytuacja powinna się jednak poprawić w drugim półroczu. Analitycy przewidują, że tempo wzrostu PKB w III kwartale powinno osiągnąć poziom 4,7% (średnia prognoza Reutersa), w IV kwartale - 5,1%, a w całym 2005 r. możliwy jest wzrost na poziomie 4,4%.

Cały czas bardzo dobrze ma się za to nasz handel zagraniczny. Nawet bardzo silne umocnienie złotego nie ograniczyło eksportu. W okresie styczeń-luty był o prawie 27% większy niż przed rokiem (dane GUS).

Korzystne procesy zachodzą też w inwestycjach. Firmy coraz więcej pieniędzy wydają na zakup maszyn i środków transportu. Ostatnie dane - za IV kwartał - wskazują na wzrost inwestycji o 7,2% w ujęciu rocznym. Ekonomiści oczekują, że jeszcze w tym roku dynamika inwestycji osiągnie poziom dwucyfrowy. Mają w

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama