- Ludzie zdali sobie sprawę, że nie mogą ciągle liczyć, iż państwo zatroszczy się o ich emerytury - mówi Richard Kolarik, cytowany przez Bloomberga wicedyrektor pionu emerytalnego w oddziale Allianza w Bratysławie. - Wydaje się, że Słowacy zaufali idei prywatnych funduszy emerytalnych - dodaje.
Słowacja dołączyła do kilku krajów z regionu, których systemy emerytalne przewidują odkładanie pieniędzy na kontach zarządzanych przez prywatne firmy. Według narodowych statystyk, do utworzonych po 1998 r. prywatnych funduszy emerytalnych w Polsce, na Węgrzech, w Słowacji i trzech krajach bałtyckich - w Estonii, na Litwie i Łotwie - napłynęło już ponad 30 mld USD. Utworzenie tego typu podmiotów planują też Czesi. Wśród ósemki nowych państw UE z Europy Środkowowschodniej o reformie systemu emerytalnego nie myśli tylko Słowenia.
Obserwatorzy podkreślają, że w "nowej Unii" reformy emerytalne odnoszą sukcesy, podczas gdy w Niemczech czy Francji władze wciąż trwają przy starych zasadach, gdzie cały ciężar za wypłatę świadczeń dla emerytów bierze na siebie państwo.
Słowackie ministerstwo pracy szacuje, że przed końcem przyszłego roku na kontach emerytalnych będzie zdeponowane 40 mld koron, czyli 1,3 mld USD. Fundusze mają uzyskać taki wynik przy populacji liczącej niespełna 5,5 mln obywateli (siła robocza to mniej więcej 2,2 mln osób) i średniej pensji wynoszącej w przeliczeniu ok. 590 USD.
Jak liczy słowacki rząd, reforma emerytalna pomoże zbilansować państwowy system wypłat emerytur przed 2040 r. Na razie jest on ciągle na minusie, na czym cierpi cały słowacki budżet. W zeszłym roku jego deficyt wyniósł 3,3% PKB, a musi spaść poniżej 3%, żeby Słowacja mogła myśleć o przyjęciu euro.