W piątek posłowie debatowali nad projektem ustawy, który zamienia akcyzę od aut na jednorazową opłatę rejestracyjną, uzależnioną od pojemności silnika i normy emisji spalin. W myśl tych przepisów, kierowca płaciłby 1 zł za każdy cm3 silnika. Współczynnik ten byłby wyższy dla starszych aut. Choć w uzasadnieniu do projektu czytamy o "wprowadzeniu systemu, sprzyjającego ochronie środowiska", rzeczywista przyczyna zmian jest inna.
Rząd liczy na zahamowanie napływu do Polski aut używanych. Do tej pory importerzy obchodzili zaporową stawkę akcyzy (do 65% wartości), deklarując dużo niższe ceny aut. Projekt to także odpowiedź na zarzut Brukseli. Komisja Europejska uważa, że różne stawki podatku w Polsce stanowią zaporę dla handlu wspólnotowego. W efekcie grozi nam rozprawa w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości i kary finansowe.
Pojawiły się jednak nowe wątpliwości. - W naszej opinii, rządowy projekt nie likwiduje problemu. Owszem, opłata obowiązuje każdego, ale tylko przy pierwszej rejestracji. Oznacza to, że sprowadzający używane auto z zagranicy płaci podatek, a kupujący podobny pojazd na rynku krajowym - już nie - tłumaczy Marcin Libicki, przewodniczący Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego.
To nie jedyna przyczyna, dlaczego główne partie w Sejmie - w tym i SLD - zapowiedziały odrzucenie projektu już w pierwszym czytaniu (głosowanie za dwa tygodnie). Według PiS, stawki podatku zaproponowane przez resort są zbyt wysokie. Parlamentarzystom nie podoba się również, że opłatą objęte będą także samochody ciężarowe poniżej 3,5 t - najczęściej wykorzystywane przez przedsiębiorców. Resort szacuje, że przy zakupie auta dostawczego firmy zapłacą jednorazowo 2-2,5 tys. zł. - Nic więc dziwnego, że pomysł ten branża ocenia źle - przyznaje Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.
Opozycja ma zupełnie inne pomysły na rozwiązanie problemu. - Na pewno zniesiemy akcyzę, bo to niesłusznie pobierany podatek - zapowiada Zbigniew Chlebowski (PO). - Zastanawiamy się jeszcze, co wówczas zrobić ze starymi pojazdami - dodaje. - Jeżeli w ogóle mamy mówić o opłacie, to powinna być uzależniona tylko od norm emisji spalin - zastrzega Paweł Poncyliusz (PiS). Problem w tym, że akcyza od aut przynosi budżetowi 900 mln zł rocznie. PO i PiS nie informują jednak, czym zrekompensują ewentualną utratę dochodu.